Tomasz Kuszczak udziela wywiadu dla Stawiam.com.
Skąd się wzięło twoje zainteresowanie sportami walki?
- Być może z tego, że mój tata pracował w wojsku. Kiedyś miałem taki pomysł, aby zostać komandosem. Zdarzyło mi się nawet w tajemnicy przed rodzicami zapisać do... sekcji strzeleckiej. Adrenalina, emocje, ryzyko, rywalizacja - to mnie od dziecka pociągało. Gdy byłem piłkarzem Herthy Berlin chodziłem oglądać walki bokserskie Dariusza Michalczewskiego. Na walkach "Tigera" zawsze były emocje, zawsze coś się działo. Kiedyś w Manchesterze zobaczyłem plakat, że organizują turniej taekwondo. Oczywiście nie mogło mnie na nim zabraknąć.
Kiedyś zdradziłeś, że najlepiej relaksujesz się słuchając hip-hopu. Zmieniłeś upodobania muzyczne?
- Ten rodzaj muzyki dalej mnie pozytywnie "nakręca". W Manchesterze hip-hop uwielbia również Rio Ferdinand. Anglik to prawdziwa encyklopedia muzyczna. W świecie muzyki, szczególnie hip-hopu odnajduje się znakomicie. Nie ma dla niego żadnych tajemnic. Często wymieniamy się plikami z muzyką, bo Rio zawsze ma wszystkie nowości.
Podobno godzinami możesz oglądać filmy?
- Jestem kinomaniakiem. Owszem lubię obejrzeć dobry film w domu, a nawet wybrać się z dziewczyną do kina. Jeśli chodzi o liczbę obejrzanych filmów, nie mogę się równać z Edwinem van der Sarem. Holender to kolekcjoner, ma bogatą filmotekę, z której ja? korzystam. Zdarza mi się, że wypożyczam od niego płyty. Ale on ode mnie także.
Masz ulubionego aktora?
- Nie jednego, lecz od razu dwóch. Will Smith i Leonardo Di Caprio. Ich cenię najbardziej. Jednak żeby nie było, że oglądam tylko zagraniczne produkcje, to powiem, ze polską klasykę znam wyśmienicie. Przygody Michała Wołodyjowskiego oglądałem po kilka razy. ( ;> )
Poprawiłeś już grę na konsoli?
- Co miałem poprawiać, skoro zawsze byłem dobry (śmiech)! Naprawdę! Koledzy mówili, że dobrze gram, że mam dobrą technikę. Tylko coś nie mogłem do bramki trafić. Może dlatego, że jestem bramkarzem i wszystkie piłki chciałem łapać? Żartuję. Ale nie raz zajmowałem miejsce na podium. Choć może dlatego, bo startowało czterech graczy (śmiech). Ale jak tu wygrać z Park Ji-Sungiem? Przecież Koreańczyk z padem w ręku wyczynia cuda, jest nie do pokonania. Zna wszystkie możliwe tricki.
Do czego masz największą słabość?
- Niech pomyślę. Chyba do butów i koszulek. Mam całkiem sporą kolekcję jednego i drugiego. A buty to mam w różnych kolorach, białe, czarne, żółte?
W Anglii nauczyłeś się grać w golfa. Jak sobie radzisz?
- Jestem ambitny i kupiłem nawet całe wyposażenie. Ale wciąż jestem na etapie nauki. Pomaga mi mieszkający w Anglii Polak, Jan Szczukowski. Choć sam po sobie widzę, że z każdą kolejną grą czuję się pewniej. Jednak traktuję to jako zabawę, odpoczynek po pracy. Poza tym plus jest taki, że cały czas przebywam na świeżym powietrzu. W Anglii golf jest bardzo popularny. Tu niemal wszyscy uprawiają ten sport.