Boję się dnia, w którym otwierając gazetę... zostanę psychicznie wykończony informacją o emeryturze człowieka, trenera, którego nie zastąpi już nikt. Tacy ludzie rodzą się tylko raz. Strach kibiców Manchesteru United w tej sferze wydaje się być reakcją naturalną. Owe przerażenie w dniu dzisiejszym możemy dość skutecznie tłumić, odłożyć na bok i z niecierpliwością czekać, aż zostanie ono przykryte bardzo głośną ciszą, kurzem milczenia. Dlaczego? Bo tak łatwiej?
Ferguson to mój ukochany dziadek, który w pewnym momencie weźmie piłkarski świat na kolano i ze łzami w oczach stwierdzi: "Wnusiu, to dobry moment, by powiedzieć stop. Czas, by fotel trenera najbardziej wyjątkowego klubu na świecie przejął ktoś inny. Niebezpiecznie jest wierzyć, że coś trwa wiecznie".
"Fergie" w 1986 roku, zastępując Atkinsona na stanowisku trenera Manchesteru United, informację potwierdził z przymrużeniem oka: "Żona tym razem nie protestowała. Wolała już leżący niedaleko szkockiej granicy Manchester niż Londyn". Niewątpliwie warto wspomnieć również o tym, iż Ferguson miał propozycję z Arsenalu czy Barcelony. Dokonał innego wyboru, być może jeszcze (wtedy) nieświadomie budując fundamenty najpiękniejszej galaktyki piłkarskiej na świecie. Być może nieświadomie wybierając się w najciekawszą podróż swojego życia. Wybrał Manchester, klub któremu dał więcej niż mógł. Początki pracy na Old Trafford dla Szkota nie były wcale łatwe. Już w pierwszym meczu pod jego wodzą Manchester United przegrał z Oxford United 0:2.
Tytuł artykułu to fragment wypowiedzi zażenowanych kibiców United, którzy w 1990 roku w tak dobitny sposób postanowili poinformować Fergusona co sądzą o jego dokonaniach. "Trzy lata wymówek, a wciąż g... z tego wynika. Żegnamy, Fergie!" Kibice nie mieli złudzeń. Czas Fergusona na fotelu trenera był policzony. Miało być pięknie, jednak rzekoma bajka z Fergusonem w roli głównej z biegiem czasu zamieniała się w pasmo bolesnych porażek. Nie zawsze było kolorowo, nie zawsze Manchester United był wytwórnią piłkarskich bajek, fabryką spełniania marzeń. W związku z niepowodzeniami zespołu, media ostro krytykowały Fergusona, sugerując, że nie zasługuje na kolejną szansę. Mówiono o jego odejściu. Fenomenalny staruszek z gumą w ustach potrafił się jednak odnaleźć, wyciągając mądre wnioski i, co najważniejsze, ucząc się na błędach. Kibice kolejny raz uwierzyli, że Manchester United pod wodzą "Fergiego" potrafi wygrywać. Nie zawiedli się...
"Tyranozaur futbolu", bo tak właśnie nazywały Fergusona niemieckie gazety, jest przykładem wielkich ambicji i dowodem na to, że ciężką pracą można wkroczyć do sportowego nieba. Szkot jest w pełni świadomy tego, że najpiękniejsza sportowa świeca powoli i nieuchronnie wypala się wraz z biegiem czasu. Czy ktoś potrafi wyobrazić sobie Manchester United bez tego człowieka? Czasami odnoszę wrażenie, że Alex Ferguson posiada serce w kształcie herbu United. Odnoszę wrażenie, że Szkot już zawsze będzie namiętnie żuł gumę, dopingując "Diabły" z ławki trenerskiej. Pomalował życie kibiców na czerwono. Zaraził nas miłością. Nie jest młodzieńcem, który w euforii skakać będzie wyżej niż Mariusz Wlazły. Mimo faktu, iż kocha konie, nie jest ogierem biegnącym z zapartych tchem po murawie. To człowiek z klasą, wymachujący językiem tak, że najbardziej kwaśna guma przy jego temperamencie staje się gumą bez smaku. Futbol go odmładza, dodaje energii, rysuje na jego twarzy uśmiech, którego świadkami jesteśmy już od lat.
Anglicy dla podkreślenia zaawansowanego wieku Fergusona, jak i bardzo długiego stażu pracy z United, w lekko ironiczny sposób przypominają, że gdy obejmował fotel szkoleniowca po Atkinsonie, Rooney świętował pierwsze urodziny, Mur Berliński miał się całkiem dobrze, a mistrzem świata była Argentyna. Myśl o emeryturze zmusza mnie do głębszych refleksji, w związku z tym bardzo często zadaję sobie pytanie: jak w takiej sytuacji być optymistą? Cechą prawdziwego kibica jest... wiara. Dlatego też, jak małe dziecko, z ufnością przyglądam się rozwojowi sytuacji. To głównie dzięki osobie Szkota, Manchester United wyróżnia się z tłumu, posiadając tak bogate tradycje, stając się klubem z duszą diabła. Manchester United bardzo ciężko jest porównać do innych zespołów, zwłaszcza pod względem jakości szkoleniowca. Piłkarska prostytucja, jaką prezentuje Real Madryt, utwierdza mnie w przekonaniu, że stary dziadek z siwymi włosami największe osobistości piłkarskiego świata bije na łeb i szyję.
Sir Alex gra w otwarte karty. Fanom na całym świecie nie wciska kitu, nie mydli oczu, nie cukruje. Tutaj nie mamy do czynienia z futbolową wazeliną. Bardzo często nie rozumiemy jego decyzji, ale je szanujemy. Nie rozumiemy odważnych transferów, ale za kilka tygodni dziękujemy za nie. Mamy do czynienia z Legendą. Sir Alex sam przyznaje, że jest człowiekiem starej daty i wymaga od piłkarzy żelaznej dyscypliny. "Takiej, jaką ode mnie wymagali rodzice. Oni mieli większy wpływ na moje życie niż piłka nożna". Dowodem na to jest choćby codzienna obecność w ośrodku treningowym już o 7:30. Szkoleniowca Diabłów bardzo ciekawie oceniają inni menadżerowie. Pracujący w Arsenalu, Arsene Wenger zauważa, że "jedyną jego wadą jest wiara, że nie ma wad", a rywalizacja z innymi szkoleniowcami zwyczajnie dodaje smaczku i nakręca go. Z kolei charyzmatyczny Portugalczyk, Jose Mourinho, który sam siebie uważa za kogoś wyjątkowego i nieskazitelnego, Szkota określa jako postać historyczną darząc Alexa wielkim uznaniem:
Nazywam go szefem, bo on jest szefem wszystkich trenerów. Mam nadzieję, że na mnie młodsi koledzy też tak będą kiedyś mówić.
Mechanik z wykształcenia do dnia dzisiejszego całym sobą oddany jest United. Świadomie, bądź też nie, uciekamy jednak od myśli skłaniających nas do rozmyślań o emeryturze Szkota. Czy słusznie? Podejście do tej sprawy może być rzecz jasna dwojakie. Kibic numer 1 stwierdzi, że nie ma sensu dyskutować o ewentualnej emeryturze szkoleniowca, bo po co martwić się na zapas? Z kolei kibic numer 2 z przekonaniem w sercu doceni wartość dywagacji, dyskusji o tym... "jakby to było" i z chęcią porozmawia o tym, co czuje na dzień dzisiejszy i co może poczuć wtedy, gdy nastanie dzień wielkiego odejścia "Tyranozaura futbolu". Eliksir młodości możliwy jest tylko w bajkach... a szkoda. Ponad 20 lat w jednym klubie, pół wieku przygody z futbolem. Twórca potęgi "Czerwonych Diabłów", które trenuje dłużej niż trwa "Moda na sukces"... Może wzbudzać zachwyt. Potrafił i nadal potrafi w sposób skuteczny dostosować się do ewolucji piłki nożnej, czego efektem są obecne wyniki. Mimo "starej daty", to człowiek elastyczny niczym guma. Słowo "autorytet" w dziedzinie piłki nożnej odnajdzie się tutaj znakomicie. Takiej "suszarki" zawodnikom nie zaprezentowałby i nie zaprezentuje już nikt, nigdy. Takich emocji nie podarował i nie podaruje kibicom żaden szkoleniowiec, nawet Jose Mourinho, który ewidentnie sam pogubił się w swoich kontrowersyjnych podchodach, potykając się o sznurówki bardzo często taniej prowokacji.
Gdy wieść o emeryturze Fergusona pierwszy raz dotarła do angielskich kibiców, na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Konkretna wiadomość: "Don?t even think about it" rozwiała tym razem wszelkie wątpliwości. Alex Ferguson to Manchester United, postać pełniąca rolę ikony, wizytówki klubu. Wielki człowiek, wielki szacunek. Z uśmiechem na twarzy chciałbym podkreślić również fakt, iż nasz kochany staruszek w sondażu na najpotężniejszego emeryta świata został laureatem, pokonując Dalajlamę i Nelsona Mandelę. To kolejny dowód na to, jak wyjątkowo interpretowana jest postać Szkota... Na całym świecie, nie tylko wśród wiernych fanów United. Emerytura "Fergiego" wywoła być może największy wstrząs na Old Trafford od ostatnich dziesięciu lat. Nie potrafię spojrzeć w przyszłość klubu z Old Trafford, nie dostrzegając na ławce trenerskiej Fergusona. To już nie będzie ten sam Manchester. Zastanawiam się, jak zareaguję na wiadomość o emeryturze Szkota, kiedy nie potrafiłem ukryć łez, gdy z karierą piłkarza żegnał się Ole Gunnar Solskjaer.
Niesamowity szkoleniowiec. Od kiedy pamiętam, na Old Trafford rządził i dzielił właśnie sir Alex. To głównie jego postać pozwoliła ukształtować mi się sportowo, pojąć istotę futbolu, istotę wierności jednemu klubowi. Można się nie zgadzać z jego transferami, ustawieniami, składami, jakie wystawiał... Jednak zawsze pozostaje pewien rodzaj idealnego szacunku, który zapala w głowie czerwoną lampkę, gdy mamy ochotę postawić do pionu Szkota. Nie wiem, czy jakikolwiek inny trener "Czerwonych Diabłów" będzie potrafił wyzwolić podobne emocje. Śmiem wątpić. Kariera "Fergiego" dobiega do konkursu rzutów karnych. Sam mam taką trochę płonną nadzieję ? niech Alex trafia w tej rozgrywce w słupki i poprzeczki, ale niech ona trwa. Jak najdłużej...
Byłem w tym "pociągu" tyle lat i boję się, że cały się rozpadnę, kiedy z niego wysiądę - Alex Ferguson

]:->