
Manchester United - tak tak, wiem. Klub o bogatej historii sięgającej okrągłe 131 lat. Przez ten czas występowało tu wielu znanych, lubianych, utalentowanych graczy o niebagatelnych umiejętnościach. To właśnie oni swoją charyzmą oraz stylem gry przyciągali tłumy na największe stadiony świata. Jednak istnieje taki jeden. Niezwykły.
Macie rację, to Old Trafford. W Teatrze Marzeń swoje pierwszoplanowe role odgrywali aktorzy, którzy potrafili zabłysnąć i oczarować widzów zasiadających na tym niezwykłym dla nas obiekcie. Byli też tacy, którzy swoją magiczną grą poznali czary, które pozwoliły im dotknąć nieba. Każdy z nich wyróżniał się czymś, co dla innych pozostawało tylko w sferze marzeń. Każdy z nich był inny, jednakże oprócz diabelskiej koszulki łączyło ich coś jeszcze - magiczna "7".
George Best - Czy istnieje fan Red Devils, który nie zna sylwetki tej osoby? Wątpię... O takich piłkarzach pamięć pozostaje na zawsze. Dla Diabełków zdobył 137 bramek w 361 meczach ligowych. Ten zawodnik, przez wielu nazywany był "piątym Beatlesem" ze względu na swoją charakterystyczną fryzurę. Ale nie o modzie mam dziś zamiar polemizować. Wolę porozmawiać o stylu, jaki prezentował nam owy gracz. Czy pamiętacie może z nagrań video, mecze z lat 60. i 70. kiedy to "Best of the Best" królował na wyspach oraz strzelał jak na zawołanie do bramki strzeżonej przez bramkarza drużyny przeciwnej? To były niewątpliwie jego czasy. Niestety dziś nie ma Go wśród nas. 25 listopada 2005 roku przegrał ze śmiercią. Przegrał życie. Życie, w przeciągu którego podbił piłkarski świat swoją oryginalnością. Jednak pamiętamy, zresztą jak sam uważał - gra dla Manchesteru United była dla niego spełnieniem najskrytszych marzeń. A czy pamiętacie z jakim numerem reprezentował barwy naszego klubu? Oczywiście, szczęśliwa siódemka. Moim zdaniem coś w tym jest, ale jedziemy dalej.
Éric Cantona - O tym Francuzie można by wiersze pisać. W 2001 roku został ogłoszony najlepszym piłkarzem stulecia, natomiast w 2005 roku przyznano mu nagrodę najlepszego zawodnika w historii Premier League. Skromnie, nieprawdaż? To wszystko świadczy o chlubie jaką nam przynosił grając w trykocie Diabłów (uwaga uwaga!) z numerem 7. Chyba każdy z nas widział pamiętną bramkę z Sunderlandem, kiedy to Eryk strzelił niemalże w samo okienko. Coś pięknego. Co prawda to prawda, dla takich chwil warto żyć. Ten facet miał ich mnóstwo, większość będąc właśnie podopiecznym Sir Alexa Fergusona. "Le Dieu" przyznaje do dziś, iż gdy zakładał koszulkę MU z owym numerem w jego duszy nagle coś się działo. To było pozytywne uczucie. Nie chciał jednak porównywać siebie do Besta i znany był z charakterystycznego ustawienia swojego kołnierzyka. Przygodę z futbolem zakończył w 1997 roku w najbardziej wymarzonym z możliwych sposobów, z herbem Manchesteru United na piersi.
David Beckham - Jak dla mnie jeden z najlepiej wyszkolonych technicznie zawodników w historii. Któż to nie pamięta jego słynnych rzutów wolnych czy też doskonałych, precyzyjnych dośrodkowań? Za jego czasów Red Devils osiągnęli 6-krotnie Mistrzostwo Anglii oraz zdobyli Ligę Mistrzów. Tak, to ten pamiętny mecz wygrany 2:1 w dramatycznych okolicznościach, gdzie Becks odegrał jedną z czołowych ról. Kariera tego zawodnika to istna fantazja, bo kto z was nie chciałby być wychowankiem Manchesteru United? Numer na koszulce, z którym biegał po stadionach nie był przypadkowy. To oczywiście moja felietonowa, tytułowa siódemka. Dużo można by pisać o tak świetnym graczu, każdy dzisiejszy fan zna doskonale Jego sylwetkę i wie, co zrobił dla naszego klubu oraz na co go stać. Sukcesy osiągał nie tylko na boisku, ale także w podbojach miłosnych. Poślubił piękną wokalistkę zespołu "Spice Girls", oczywiście każdy kobieciarz zna ją jako Victorię Beckham.
Cristiano Ronaldo - Gdy piszę, bądź wypowiadam to nazwisko, zawsze jednak na moich ustach pojawia się uśmiech. Może dzięki temu, że wypowiadam imię najlepszego piłkarza globu? A może też dlatego, iż jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych piłkarzy na świecie? Ale to wszystko tylko i wyłącznie pod względem pozytywnym. Każdy z nas nie wyobrażał sobie jedenastki Manchesteru po odejściu Davida Beckhama. Pamiętam do dziś, jak niektórzy łapali się za głowę i myśleli kto to będzie napędzał ataki Diabłów na prawym skrzydle. Jednak Sir Alex Ferguson wyłożył ponad 12 milionów funtów i sprowadził jednego z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia. On także nieprzypadkowo otrzymał "7" na plecach. W tamtym czasie każdy wróżył mu wielką karierę, jednak nikt nie miał pojęcia jak szybkiego rozpędu ona nabierze. Ale jaki styl - taki piłkarz. Drybling, błyskotliwość, zwrotność, szybkość, stałe fragmenty i gra głową (Łużniki, 21maja) to jedne z jego nielicznych atutów, które nam prezentował. O tym co zrobił dla MU w tak krótkim czasie, chyba także nie muszę przypominać. Czy tęsknimy za nim? Każdy ma własne zdanie na ten temat. Dziś ma miejsce podobna sytuacja co 6 lat temu. " - O mój Boże! Ronaldo w Realu!? To nie możliwe!" Część kibiców tak właśnie reagowała na tą wiadomość. Mam jednak dobre wiadomości. Antonio Valencia. Być może na długo jeszcze zapamiętamy tą postać ze względu na to, co może zrobić. Z meczu na mecz gra coraz lepiej oraz strzela to coraz więcej bramek. Pamiętajmy, dopóki piłka w grze - wszystko może się zdarzyć. Ok, lecimy z podsumowaniem.
Wspomniane przeze mnie gwiazdy to wielka historia futbolu Czerwonych Diabłów. Nie zapomnijmy o Michaelu Owenie, który gra w teraźniejszości z "magiczną siódemką". Cóż, on zapewne się domyśla jak ważny jest to numer oraz tytuł. Czy osiągnie to samo, co gwiazdy z przeszłości? Wszystko przed nim... Być może stworzy się tu nowy kącik dla filozofów z nurtującym pytaniem: Czy w potędze jaką jest niewątpliwie Manchester United, a dokładniej czy w koszulce z numerem "7" jest ukryty jakiś skarb czy też duch? Tak, pytanie skłaniające nas do refleksji i właśnie z nim chcę was wszystkich pozostawić, natomiast odpowiedzi możemy sami udzielić. Dziękuję za uwagę.
AKTYWNOŚĆ - 180 MIEJSCE (- 6)
SESSION FIGHTER :)