Konto usunięte: Wyjazd na drugi koniec Polski, środek tygodnia, ciężkie opcje z powrotem z meczu trasą kolejową. To wszystko sprawiło, że na mecz do Gdyni podróżowaliśmy na własną rękę. Podróż pociągiem oczywiście równała się jak zwykle jeżeli chodzi o rejsówki, ze zmniejszeniem do minimum kosztów wyjazdu. Dlatego właśnie pociąg znalazł tego dnia najwięcej amatorów. Niestety dla jednej z grup pociągowych, pociąg okazał się przekleństwem…
Jeżeli chodzi o czas podróży, za to jeżeli chodzi o wspomnienia, to chyba żaden z nas nie będzie żałował, że wybrał pociąg. Wyjazd przedstawimy Wam z perespektywy grupy Ultras Silesia, która wspólnie jak zawsze wybrała się na ten wyjazd.
Z Wrocławia wyruszyliśmy o godzinie 4.30 w środę. Podróż w pierwszą stronę mija dosyć spokojnie i nudno. Kanar nie był upierdliwy i udaje się dotrzeć na miejsce bez zbędnej makulatury w postaci biletów. W Gdańsku meldujemy się w porze obiadowej, dlatego każdy po opuszczeniu pociągu od razu udał się coś zjeść. Na zbiórce tłoczno tak jak się spodziewaliśmy, trochę osób bez biletów liczyło na farta.
Z miejsca, gdzie zawsze mają miejsce zbiórki na Arkę ruszamy w około 800 osób. Tłok w SKM-ce niemożliwy, ale jakoś mieścimy się w jeden skład i docieramy do Gdyni sporo przed meczem. Po dojeździe do Gdyni długo nie trzeba było czekać na pierwsze atrakcje. Po chwili między ludźmi pojawił się jakiś baner reklamowy z herbem Arki, a chwilę później ta sama Arka została zmuszona do szybkiego oddalania się z miejsca obserwacji naszej grupy. Po tej sytuacji, dało się zauważyć zwątpienie w szeregach mundurowych, tak więc wykorzystana została ta sytuacja i kordon nieco rozerwał się, a w pewnym momencie nawet mundurowi została otoczona i zaczęli strzelać. Po dojściu pod stadion, ku naszemu zdziwieniu mimo protestów i obrażaniu się na piłkarzy, że są słabi, pod stadionem czekał na nas komitet powitalny. Niestety bardzo nierozgarnięty i nie udaje nam się spotkać z gospodarzami. Podczas wchodzenia brama nie wytrzymuje, a więc kolejny raz po pociągu przekonujemy się, że aby jechać na mecz nie potrzebne są, ani bilety, ani pieniądze.
Na meczu ze strony gospodarzy protest. Niestety ani protest, ani wydarzenia przed meczowe, nie zmobilizowały nikogo do śpiewu. Gdy wchodzi się na stadion 2 godziny przed meczem z komplecie to przed rozpoczęciem spotkania załatwia się wszystko co się robi w czasie meczu na normalnych wyjazdach. Kiełbasa zjedzona, rozliczenia koleżeńskie przeprowadzone, napinka również, a więc zaczęły się rozmowy, co zakończyło dobry doping, a jedynie kilka razy udało się coś głośniej krzyknąć. Dużo wspólnych pieśni z Braćmi z Gdańska, którym dziękujemy za bardzo liczne wsparcie.
Po pierwszej połowie pociągowa grupa musiała opuścić stadion, aby zdążyć na kolejkę powrotna. Co ciekawe opuszczenie sektora półtorej godziny przed odjazdem pociągu wcale nie oznacza zdążenia na ten pociąg. W drugiej połowie za doping wzięła się pozostała na sektorze Lechia oraz nasza grupa samochodowa, a to spowodowało, że więcej było wymiany uprzejmości niż dopingu dla piłkarzy. Niestety po opuszczeniu sektora, okazało się, że mundurowych bardzo zdenerwowała sytuacja sprzed meczu i wypuszczali wszystkich pojedynczo. Niestety po wypuszczeniu lwiej części pociągowej grupy, bramę na stadion zamknięto, a około 50 osób z pociągu utknęło na stadionie, kiedy reszta ruszyła w kierunku Wrocławia. Niestety nikt nie chciał z nami rozmawiać pod bramą i nikt nie słuchał kiedy mówiliśmy, że kolejny pociąg mamy dopiero nad ranem. Nie pomagała kultura, a więc skończyły się kulturalne rozmowy i zaczęło działanie. Najpierw sami chcieliśmy wyjść z bramą ze stadionu. Niestety nie udaje nam się to. Co ciekawe dopiero po szturmie na bramę i porcji gazu zaczęto myśleć jakby się tu nas pozbyć spod stadionu. Niestety na te gwałtowne ruchy zdecydowaliśmy się za późno, i po blisko 3 godzinnym (bo przypomnijmy, od końca pierwszej połowy) sterczeniu pod bramą zostaliśmy wypuszczeni. Niestety nasze prognozy się sprawdziły i pociąg mieliśmy dopiero rano. Czas pozostały do pociągu postanowiliśmy spożytkować na uzupełnienie sił oraz prowiantu na podróż i zebraniu się w jedną zwartą grupę. Co udaje się zrobić bez problemu w 200 osób, w 50 osób nie jest już taką prostą rzeczą do ogarnięcia. Na szczęście pokazaliśmy jedność i po krótkiej reorganizacji naszych szeregów i wyjaśnieniu wszystkim naszego patentu na podróż zapakowaliśmy się do środka. Pierwsze problemy zaczęły się przed Bydgoszczą, kiedy to kanarzyca wraz z kierownikiem pociągu chyba przecenili pracę naszych polskich służb i stwierdzili, że jeżeli nie kupimy kredytówek za 320 zł plus koszt biletów to możemy wysiadać. O ile kanarzyca informację o tym, że opuszczamy pociąg przyjęła ze spokojem, tak już mundurowi w Bydgoszczy nie byli zadowoloni z tego faktu, że przez blisko kilka godzin będą musieli nas pilnować na mrozie. Tak więc skończyło się na tym, że to sama milicja poradziła nam, abyśmy nigdzie nie wysiadali. Nas dwa razy namawiać nie trzeba było i ruszyliśmy dalej, zaliczając kolejne stacje i zbliżając się do domu. Oczywiście na każdej stacji spodziewaliśmy się problemów z kontynuowaniem naszej podróży do domu, wszystko to bez podstawnie. Taka sama sytuacja jak w Bydgoszczy miała miejsce w Poznaniu. I dziwią nas problemy innych ekip, które w 500 osób bez biletów nie potrafią dotrzeć do Wrocławia, a my w 50 osób przez całą Polskę przedarliśmy się bez żadnych problemów.
Podsumowując, na sektorze znalazło się nas 800 osób. Przyznano nam pulę 750 biletów, 345 z nich trafiło do Gdańska, 12 do Lublina oraz 10 do Krakowa. Nadwyżka 50 osób wykorzystała wydarzenia przed meczowe, aby zagwarantować sobie wejście na mecz. Dziękujemy Braciom za Wsparcie, szczególnie z Gdańska za tak liczne wsparcie.
Ultras Silesia