Swego czasu bywało, że praktycznie codziennie coś czytałem. Teraz wszystko zależy od chęci, przy dobrych wiatrach 1-2 książki na tydzień, przy gorszych strach nawet mówić.
Z zasady nie przepadam za kategoryzacją, zatem nie ma dla mnie znaczenia jakie gatunki literackie mam okazję czytać - jeśli coś jest dostępne i jakoś mnie zaintryguje (dostępność w języku angielskim, będącym językiem w którym dana książka została napisana jest dodatkowym atutem) to najzwyczajniej w świecie sięgam po ową pozycję w celach "konsumpcji".
Ostatnimi czasy dane mi było czytać głównie teksty krytyczne do licencjatu. Jednym z tekstów, który wyjątkowo przypadł mi do gustu był 'Possible Scotlands: Walter Scott and the Story of Tomorrow' napisany przez Panią Caroline McCracken-Flesker.
Poza tym czeka cierpliwie zaczęte 'Midnight Tide' Stevena Eriksona, a później cała masa książek zakupionych, pożyczonych i odziedziczonych, tych ostatnich to zapewne do końca życia wszystkich nie przeczytam(;
Osobiście preferuję tradycyjne książki, całą otoczkę rytuału siadania do lektury trzymanej w dłoniach. Niemniej jednak czasami, jak w przypadku licencjatu, zmuszony jestem do czytania e-booków w bibliotece internetowej, lecz w przypadku, gdyby pozycje przeze mnie poszukiwane znalazły się w wersji tradycyjnej w miejscu dla mnie dostępnym bez namysłu bym zamienił wersję elektroniczną na drukowaną.
Konto usunięte: Nie biore już pod uwagę nawet tego, że określanie mianem "ograniczonego intelektualnie" kogoś kto używa takiego, a nie innego narzędzia do realizacji swoich zainteresowań jest po prostu.. No, każdy wie, jakie jest. Czy nie powinna się liczyć treść czytanej książki, a nie sposób jej czytania? Albo raczej zrozumienie tego, co sie czyta? xD Imo nie mam nic do wyrażania własnego zdania, ale należy robić to kulturalnie i nie jeździć po innych tylko dlatego, że mają odmienne. Oj, nie ładnie.
Do pewnego stopnia muszę się zgodzić z razotką, znaczy się zgodzić tak daleko jak "ograniczony". Z logicznego puntu widzenia jeśli ktoś siedzi cały dzień przed kompem i nie robi nic innego jak czytanie książek to w taki czy inny sposób ogranicza samego siebie, czy jest to ograniczenie intelektualne to już kwestia dłuższego i bardziej dogłębnego dyskursu.
Teoretycznie rzecz biorąc medium w jakim książka jest dostępna nie ma wpływu na jej treść, jednak wielu książek nie znajdzie się w wersji elektronicznej, zatem można wysnuć daleko idący wniosek, że czytanie tylko e-booków zaniża nasze możliwości poznawcze.
Co zaś kultury przekazywania swojego zdania: może to ja i moje dziwaczne pojęcie tego co zaliczyć można jako "kulturalne", ale nie zauważyłem niczego niestosownego w wypowiedziach rozatki, chyba że mówimy o samym aspekcie posiadania własnego zdania, jego obronie i krytyce zdania innych, ale w takim wypadku nie ma chyba na świecie osoby kulturalnej.