Cześć Wam ...
Opowiem Wam coś, bo mnie to strasznie gnębi ;(
Spotkałam kiedyś chłopaka (Mariuszka)... to było w 1 kl gim (ide teraz do licka) Widywaliśmy się w szkole, zachowywaliśmy się na początku, jakbyśmy się nie znali, bo w sumie tak było. Potem zaczęliśmy chodzić na te same zajęcia, wiec musieliśmy siłą rzeczy się poznać. W pierwszej klasie, był dla mnie tylko kolegą, zwykłym chłopakiem, jak każdy. Sytuacja odwróciła się w klasie 2. Wtedy to napisał do mnie na gadacza, potem pisaliśmy esy... hymmm zapowiadało się super, ale niestety nasz kontakt się zerwał:( od tak, ale pod koniec roku szkolnego, spowrotem zaczęliśmy pisac, gadać, a nawet się spotykać. Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa! Tylko wtedy, już miałam innego chłopaka(Artura) :( Z którym zerwałam, dla Mariusza... Mariusz był cudowny, opiekuńczy, troszke niezaradny, jak każdy chłopak. Doszło do tego, ze poprosił mnie o "chodzenie" więc się zgodziłam.
I tutaj zaczyna się tragedia;( Kumpela, z którą podczas wakacji się kumplowałam, namawiała mnie, zebym zerwała z Mariuszem i wróciła do wcześniej wspomnianego Artura. Nie mogłam dłuzej słuchać jej wyśmiewania się. Więc tak zrobiłam. Nawet nie wiecie jak tego żałuję! Kiedy się opamiętałam, było już za poźno;( On nie chcial mnie słuchać. Potem Mariuszowi się odwidziało i spowrotem próbował do mnie wrócić, ale wtedy ja nie chciałam. Po paru miesiącach zalotów zrezygnował...
A wtedy to ja się opamiętałam ... I do dziś wiem, ze go kocham:(, ale on nie chce tego zrozumieć:( Mówi, że nic z tego nie będzie;(
A ja tak bardzo! Bardzo! Go kocham;( Oddała bym za niego życie;( Nie umiem bez niego życ! Wiecie jak to jest... pomóżcie;(
W każdym razie MARIUSZ KOCHAM CIĘ!!! ;(