Taka moja szkolna zagwozdka:
Fakt zanikania męskiego chromosomu Y jest niepodważalny, jednak nie spowoduje to zniknięcia mężczyzn jako takich. Płeć męska nadal będzie, jednak gen odpowiedzialny za to, co dana osoba ma między nogami, przeniesie się na żeński chromosom X. Jest to zjawisko obserwowane już od dłuższego czasu, wynikające z błędu w rekombinacji, który się dziedziczy: synowie pana, który ma geny XX zamiast XY, również będą mieli takie geny, nie ma innego wyjścia. Wiąże się to z pewnym zatraceniem cech męskich: tacy panowie są bardziej wrażliwi, delikatni, uczuciowi, mają bardziej "kobiecy" gust. Przy czym, jak można łatwo zauważyć, kobiece XX nadal pozostaje tym samym, różnić się będzie od "męskiego XX" jedynie jednym genem.
W związku z tym, czy kobiety przejmą obowiązki mężczyzn, jako głów rodziny? Czy powszechnie zapanuje już równouprawnienie? A może to mężczyźni staną się "słabą płcią"?
Fakt zanikania męskiego chromosomu Y jest niepodważalny, jednak nie spowoduje to zniknięcia mężczyzn jako takich. Płeć męska nadal będzie, jednak gen odpowiedzialny za to, co dana osoba ma między nogami, przeniesie się na żeński chromosom X. Jest to zjawisko obserwowane już od dłuższego czasu, wynikające z błędu w rekombinacji, który się dziedziczy: synowie pana, który ma geny XX zamiast XY, również będą mieli takie geny, nie ma innego wyjścia. Wiąże się to z pewnym zatraceniem cech męskich: tacy panowie są bardziej wrażliwi, delikatni, uczuciowi, mają bardziej "kobiecy" gust. Przy czym, jak można łatwo zauważyć, kobiece XX nadal pozostaje tym samym, różnić się będzie od "męskiego XX" jedynie jednym genem.
W związku z tym, czy kobiety przejmą obowiązki mężczyzn, jako głów rodziny? Czy powszechnie zapanuje już równouprawnienie? A może to mężczyźni staną się "słabą płcią"?