Ok, i tak na pewno odrzucicie tego bloga, ale postanowiłam chociaż spróbować. Więc tak, ogólnie rzecz biorąc nie wierzę, że można w ten sposób kogoś znaleźć, bo to tak jakbyśmy przychodzili do McDonalda. "Ma być być brunet, z ciemnymi oczami, z ciemną karnacją. Najlepiej przystojny, inteligentny i dowcipny." A może frytki do tego? Nie no, kochani, a gdzie ten błysk w oku, tajemnice zauroczenie, to szybsze bicie serca już na pierwszy widok? Ano, tego tu nie ma. Ewentualnych chętnych osoba ogląda sobie na fotce, wybiera z nich najbardziej zbliżonego do prototypu i koniec bajki. I nie piszę tego dlatego, że jestem rozgoryczona, zła, czy zazdrosna, o miłość innych ludzi, ale dlatego, że chcę wytłumaczyć dlaczego w ogóle zdecydowałam się napisać. Zrobiłam to pod wpływem emocji, a zwłaszcza wściekłości na pewnego chłopaka. Bo (tak, jak zapewne w innych historiach) za wszystkim czai się chłopak. I powód mojej rozciągliwej pisaniny też jest prosty. Chłopak ubzdurał sobie, że ja coś do niego mam, ośmieszył mnie, więc ja szukam potencjalnego kandydata, który uda mojego chłopaka. Niby rozwiązanie jest proste, bo mogłabym poprosić kolegę. Ano mogłabym, ale on ich zna, więc to raczej nie przejdzie. Pisząc to, nie liczę na to, że pojawi się książę na białym koniu, który odegra mojego współmałżonka, kochanka i kij wie kogo jeszcze. Szczerze powiedziawszy, to nie liczę nawet na to, że tego bloga wystawicie. Aczkolwiek, jakbyście go wystawili i pojawiłby się chłopak, który zechciałby mi pomóc (taaa, jasne, już w kolejce się ustawiają. Co jeszcze ich nie widać? A to szkoda.), to byłabym bardzo wdzięczna. Ok, to ja już lepiej skończę, i tak nikt nie będzie tego czytał, ale cóż. Spróbowałam, a jak nie wyjdzie, to trudno się mówi. No to pozdrawiam wszystkich nieszczęśliwie zakochanych. :)