Super pytanie. Odpowiedź trudna, niepewna, chaotyczna.
Jeśli my jesteśmy alternatywną rzeczywistością i nasz świat nie jest realny, to z braku pewnych danych można to zignorować, albo świadomie trwać w pustce, której nie ma i Nic deptać nogami obiema. :)
Alternatywna rzeczywistość też jest jakąś rzeczywistością. Być może nierealną dla istot spoza niej, a mających zdolność percepcji kształtowanej przez tę ich rzeczywistą, a dla nas alternatywną, nierzeczywistą rzeczywistość, ale w językowym znaczeniu Ziemian ("Na początku było słowo."), jest to też jakaś rzeczywistość, jakiś konkret - dlatego w mojej ocenie: trudno byłoby uznać nasz świat za nierealny dla nas. Jabłko spadające z drzewa może nabić boleśnie rzeczywistego dla danej Ziemianki(Wenusjanki)/Ziemianina(Marsjanina) guza, o czym człowiek nie musi osobiście się przekonywać, ale może np. posłuchać, albo przeczytać ostrzeżeń o tym, że jest to możliwe, albo dojść do tego drogą własnej dedukcji. :) Nie do końca to solipsyzm. Ale, ale - jest coś potwierdzające nierzeczywistość ziemskiej rzeczywistości - jest to rzeczywistość wirtualna (np. gry symulujące rzeczywistość), i czasami rzeczywistość wirtualna dla gracza jest równie atrakcyjna i rzeczywista, jak rzeczywistość spoza tej bazującej na zerach i jedynkach w procesorze maszyny. Co kto lubi. :) Pytanie to niełatwe. Można się zapętlić. Bez co najmniej dwutygodniowej wycieczki poza granice nieustannie rozszerzającego się Wszechwiata i z powrotem, to nie ma mocnych, aby to w pełni rozgryźć. Ale jak tu dolecieć do miejsc dalekich o miliardy lat świetlnych w czasie dwutygodniowej wycieczki? ;) Pozostaje dedukcja - Sherlock Holmes. A jeśli Wszechświat się rozszerza, to konkretnie w czym? W niczym? A może jest bąblem rozszerzającym się w innym bąblu? Żeby to rozsupłać, to nie jest taka łatwa sprawa... :)