Podjechał wieczorem pod mój blok swoim starym Seicento, nie minęło 5 minut a byłam na dole. Zabrał mnie w góry na piknik. Kwaterę mieliśmy w jakimś starym, cuchnącym wilgocią ciemnym kempingu. Na początku się zraziłam, ale uznałam, że i tak będzie super. Nie myliłam się. Żeby stworzyć jakiś klimat, Marcin zapalił jakieś różane kadzidła i świeczki, bo okazało się, że w domku nie ma prądu. Było za to stare radio na baterie. Marcin włożył tak kasetę (!)- how romantic- i za chwilę usłyszeliśmy z głośników tego radia Black Velvet. Marcin pewnie liczył na coś więcej (tzn spacer po lesie wieczorową porą), ale byłam zmęczona. Posiedzieliśmy chwilę, przebrałam się i poszłam spać zasypiając w jego ramionach. Rano cały dzień leżeliśmy nad rzeką opalając nasze boskie ciała. Wieczorem Marcin zrobił mi romantyczną kolację, a raczej chciał, bo w domku nadal nie było prądu więc kupił w pobliskiej przyczepie kempingowej kiełbasę z rożna, ale na miejscu (znaczy w naszym domku) polał mi ją musztardą którą wiózł z samego Zgorzelca (!) bo wiedział, że lubię kiełbasy tylko z musztardą. Czy to nie romantyczne?
na profilu jest 1 jego zdjęcie z majówki nad rzeką, które ja mu robiłam. nie wklejam, bo zły mod znowu się wkurzy.
a jak tam u was przegrańcy? zazdrość mocno?
na profilu jest 1 jego zdjęcie z majówki nad rzeką, które ja mu robiłam. nie wklejam, bo zły mod znowu się wkurzy.
a jak tam u was przegrańcy? zazdrość mocno?