Dzień dobry ;-)
Ostatnio zauważyłam, że marudzić i zrzędzić jest dobrze, zamiast cokolwiek zmienić, w świecie czy w sobie. Nie rozumiem większości facetów. Nie piszę oczywiście, że wszyscy, nie mam zamiaru nikogo szufladkować, bo to moim zdaniem chore. Nie każdy jest taki sam, ale tutaj na fotce zaczyna się robić lekka parodia.
Oceniacie praktycznie każdą kobietę jako sukę bez uczuć, która leci na hajs, nie wiadomo jakie auto i Bóg wie co jeszcze.
Nie chcę nikogo obrażać, ale takim zachowaniem lekko się ośmieszacie. Rozumiem - każdy jest inny, każdy ma swoje przeżycia, bagaż doświadczeń, ale czy w sobie winny również nie widzicie?
Niektórzy twierdzą, że są brzydcy, żadna go nie chcę - może to nie wina genów, a własnego zaniedbania? Czemu coś z tym nie zrobicie, siedzicie na dupie i czekacie na cud? Każdy ma prawo o siebie zadbać przecież!
Kolejny punkt, jesteście biedni. To nic złego, Polska nie jest bogatym krajem, większość ludzi jest biednych, mimo, że mają ukończone studia, magistry, inżyniery i wiele wiele innych papierków. Pracę jest ciężko znaleźć.
Nie wiem co jeszcze jest u was słabym punktem...
Ah intelekt, rzecz jasna. Chyba dobrze jest porozmawiać z człowiekiem, który ma własne zdanie, potrafi się wypowiadać poprawnie jak należy, nie boi się tego, że ktoś go wyśmieję, jest choć odrobinę inteligentny?
Nie głupiejmy, mamy XXI wiek - pasuję być choć trochę ogarniętym, prawda?
Ale zakończmy ten aspekt. Teraz chodzi o kobiety. Nie szufladkujcie każdą. To, że młoda nie zawsze oznacza, że głupia, bez perspektyw na życie, lecąca na hajs! Urażona duma = gatunek kobiecy = get out. Już czymś takim się przekreślacie.
Nie jest nas mało. Jest od pęczka. Piszcie, rozmawiajcie - może coś z tego wyjdzie. Osobiście byłam wychowywana w przeświadczeniu, że pieniądz to nie wszystko. Pieniądze - nie równa się szczęście. :) Oczywiście ważne są by się utrzymać, mieć za co żyć, cokolwiek zjeść - ale nie są niewiadomo jak ważnym atrybutem. Dla mnie liczy się szacunek, wzajemna akceptacja, zaufanie - WIERNOŚĆ. Mogę mieszkać pod mostem, ale chcę czuć to szczęście. Że jestem ważna, że mogę liczyć na tę drugą osobę. To jest istotne! Nikt nie chcę zostać sam na lodzie jak jest źle. Wygląd? Ma swój niewielki procent. Musi byc to przyciąganie, ta chemia. Dotyk. Lecz to kwestia gustu. Wnętrze człowieka jest najważniejsze! To co soba reprezentujemy. Jacy jesteśmy. Liczy się dobroć, to najważniejsze, Panowie.
Mam nadzieję, że mnie rozumiecie - choc trochę!
Ostatnio zauważyłam, że marudzić i zrzędzić jest dobrze, zamiast cokolwiek zmienić, w świecie czy w sobie. Nie rozumiem większości facetów. Nie piszę oczywiście, że wszyscy, nie mam zamiaru nikogo szufladkować, bo to moim zdaniem chore. Nie każdy jest taki sam, ale tutaj na fotce zaczyna się robić lekka parodia.
Oceniacie praktycznie każdą kobietę jako sukę bez uczuć, która leci na hajs, nie wiadomo jakie auto i Bóg wie co jeszcze.
Nie chcę nikogo obrażać, ale takim zachowaniem lekko się ośmieszacie. Rozumiem - każdy jest inny, każdy ma swoje przeżycia, bagaż doświadczeń, ale czy w sobie winny również nie widzicie?
Niektórzy twierdzą, że są brzydcy, żadna go nie chcę - może to nie wina genów, a własnego zaniedbania? Czemu coś z tym nie zrobicie, siedzicie na dupie i czekacie na cud? Każdy ma prawo o siebie zadbać przecież!
Kolejny punkt, jesteście biedni. To nic złego, Polska nie jest bogatym krajem, większość ludzi jest biednych, mimo, że mają ukończone studia, magistry, inżyniery i wiele wiele innych papierków. Pracę jest ciężko znaleźć.
Nie wiem co jeszcze jest u was słabym punktem...
Ah intelekt, rzecz jasna. Chyba dobrze jest porozmawiać z człowiekiem, który ma własne zdanie, potrafi się wypowiadać poprawnie jak należy, nie boi się tego, że ktoś go wyśmieję, jest choć odrobinę inteligentny?
Nie głupiejmy, mamy XXI wiek - pasuję być choć trochę ogarniętym, prawda?
Ale zakończmy ten aspekt. Teraz chodzi o kobiety. Nie szufladkujcie każdą. To, że młoda nie zawsze oznacza, że głupia, bez perspektyw na życie, lecąca na hajs! Urażona duma = gatunek kobiecy = get out. Już czymś takim się przekreślacie.
Nie jest nas mało. Jest od pęczka. Piszcie, rozmawiajcie - może coś z tego wyjdzie. Osobiście byłam wychowywana w przeświadczeniu, że pieniądz to nie wszystko. Pieniądze - nie równa się szczęście. :) Oczywiście ważne są by się utrzymać, mieć za co żyć, cokolwiek zjeść - ale nie są niewiadomo jak ważnym atrybutem. Dla mnie liczy się szacunek, wzajemna akceptacja, zaufanie - WIERNOŚĆ. Mogę mieszkać pod mostem, ale chcę czuć to szczęście. Że jestem ważna, że mogę liczyć na tę drugą osobę. To jest istotne! Nikt nie chcę zostać sam na lodzie jak jest źle. Wygląd? Ma swój niewielki procent. Musi byc to przyciąganie, ta chemia. Dotyk. Lecz to kwestia gustu. Wnętrze człowieka jest najważniejsze! To co soba reprezentujemy. Jacy jesteśmy. Liczy się dobroć, to najważniejsze, Panowie.
Mam nadzieję, że mnie rozumiecie - choc trochę!