>Bo dla mężczyzny wiek 40-50 lat to pełnia życia, kulminacja. Co ma wiele aspektów. Po pierwsze, o wiele dłużej niż kobieta mężczyzna ma wszystko przed sobą, więc ma dobry humor. Po drugie, o wiele krócej ma wszystko za sobą, więc za bardzo się nie naprzeżywa, że już przeminął i co teraz. Po trzecie, jego wszystko jest bardziej wszyściejsze, skoro miał szansę dochodzić do niego dłużej, i patrząc wstecz może mieć większą satysfakcję życiową. Po czwarte, zanim mężczyzna dojrzeje do tej 40-50-ki, zanim stanie się mężczyzną sensu stricto, jest chłopcem, a jednak dorosłym z wszystkimi tego konsekwencjami, i to też jest fajne.
Tymczasem kobieta dojrzewa ze 20 lat wcześniej, co oznacza, że kiedy przeżywa swoją świeżość i młodzieńczość (15 lat), jest w sposób instytucjonalny traktowana jak dziecko i w ogóle nie doświadcza prawdziwego życia; jej fizyczny rozkwit to pierwsze lata dorosłości, kiedy też jeszcze często się uczy (studia), a później dopiero próbuje ogarniać świat, a kiedy już stanie na własnych nogach, to widzi w lustrze, że wszystko minęło i teraz tylko kilkadziesiąt lat rozkładu i rozpadu. A jej tak długo pryszczaci koledzy zaczynają dorastać i oglądać się za dorastającymi pannami, czyli kobietami dwa razy młodszymi od niej.
to prawda?
Tymczasem kobieta dojrzewa ze 20 lat wcześniej, co oznacza, że kiedy przeżywa swoją świeżość i młodzieńczość (15 lat), jest w sposób instytucjonalny traktowana jak dziecko i w ogóle nie doświadcza prawdziwego życia; jej fizyczny rozkwit to pierwsze lata dorosłości, kiedy też jeszcze często się uczy (studia), a później dopiero próbuje ogarniać świat, a kiedy już stanie na własnych nogach, to widzi w lustrze, że wszystko minęło i teraz tylko kilkadziesiąt lat rozkładu i rozpadu. A jej tak długo pryszczaci koledzy zaczynają dorastać i oglądać się za dorastającymi pannami, czyli kobietami dwa razy młodszymi od niej.
to prawda?