Otóż napisałem to jakiś czas temu i chciałbym poznac wasze opinie na temat tego przedsięwzięcia :)) I proszę Was abyście przeczytali do końca jeśli możecie, z góry dziękuję :)
Ile żeś mi dni swoich przeznaczyła?
Ile żeś spojrzeń oczu swych mi oddała?
Ogladac Cię mógłbym bez liku,
lecz rozpacz ma razem z wiatrem sie unosi.
Chocbyś raz jeszcze dloni mojej dotknęła,
w haremie bytu mego bym sie znalazł.
Nieustannie po mych skołatanych myślach
twoja twarz tak dobrze mi znana,
gdzieś w nich tworzy nowy stopień żalu,
uczucie inne nie towarzyszy mi w tę porę.
Twoja bliskośc koiła me rany,
którymi życie karmi mnie do syta,
zszargana rzeczywistośc nie dała tej szansy,
byś raz kolejny mogła mnie uspokoic.
Wszystko inne już nie ma znaczenia,
czuc się zacząłem jak u bram hadesu,
krok w tył byłby możliwe, ale...
ale gdybyś Ty zaprowadziła mnie w drugą stronę.
Ilebym oddał byś raz kolejny ramię w ramię ze mną,
kroczyła... Wróc ze zgubnej Ci drogi...
Tylko Bóg jeden ma wiedzę jak się nasze losy potoczą,
może wrócisz z wysoka jak górski potok szukający ujścia.
Jedną mam prośbę... Wróc tutaj,
nie szukaj ujścia w morzu zapomnienia.
Odzyskac stan umysłu, w którym słowa twe,
dawały nadzieję że nic złego nie może się wydarzyc,
kiedy twarz twoja świeciła usmiechem,
nie zaprzestając w ogóle unosic się szczęściem.
Dążyłaś do tego byśmy nigdy się nie rozstali,
czas jednak górował nad nami...
i nas rozdzielił...
Twe włosy podczas uścisku wargi moje tykały,
jak słońce o poranku kiedy oczy moje razi,
czułem się najwspanialej lecz w ów czas umieram z rozpaczy.
Ilekroc tyś mnie uszczęśliwiła,
lecz tym razem napełniłaś kielich goryczą,
wypiłem go gdy Ciebie już nie było...
przegrała ta miłośc.
Wszystko czego doświadczyłem za czasu,
teraz wydaje się takie niepotrzebne,
bez Ciebie to już nie ma znaczenia.
Fortuna kołem się toczy,
los mnie bardzo rozczarował, za dnia i nocy,
patrzę wstecz i przez załzawione oczy widzę,
że Ciebie juz nie ma...
Zapukaj chocby raz jeszcze do mych drzwi,
czekam by usłyszec to głuche pukanie,
które rozlegało się od drzwi moich drewnianych,
aż po mój kącik gdzie w kajeciuku notuję co czuję.
Dlaczego mi to uczyniłaś gwiazdeczko moja,
co w noc jasno świecisz na nieboskłonie,
a w dzień emanujesz promieniami jak słońce.
Co też mogło wpłynąc na to wydarzenie,
które prawie zatrzymało me serce,
lęk zawładnął moim skupieniem,
którego już nie ma...
Tęsknota tak mi doskwiera, że gdy patrze na twe zdjęcie,
stojące w ramkę ozdobione, łzy słone uciekają z mych oczu.
Chciałbym jak lew walczyc o dni, w których razem,
z Tobą w dniach najzimniejszych roku marzyłem o tym co będzie.
Jak pozbierac się mogę ? Czy w ogóle warto nową,
zacząc przygodę? Bez Ciebie bym nie mógł...
Nie ma pomocy dla człowieka tak zwykłego jak ja,
kiedy przychodzi taki moment, w którym ma się świadomośc,
że szczeście zostało zgubione...
Wróc do mnie jak bociany do wiosennego gniazda,
chociaż daj słowo, że nic złego Ci się nie stało,
gdy słońce będzie w zenicie, pocałuj mnie w czoło,
jak dawniej...
W rytmie uderzeń serca, które tak bardzo kochało,
chciałbym znów wypowiedziec wprost w oczy twoje,
te dwa piękne słowa.
Na litośc boską me prośby ślę ku niebu,
aby ktoś w końcu mnie posłyszał,
chciałbym ujrzec Cię raz kolejny,
utonąc w twych oczach niebieskich jak ocean.
Wszystko wydaję się takie puste,
jak ten kawałek papieru przedtym,
gdy atrament wypełnił go po brzegi.
Czasu nie da się cofnąc, a szkoda.
Ile żeś mi dni swoich przeznaczyła?
Ile żeś spojrzeń oczu swych mi oddała?
Ogladac Cię mógłbym bez liku,
lecz rozpacz ma razem z wiatrem sie unosi.
Chocbyś raz jeszcze dloni mojej dotknęła,
w haremie bytu mego bym sie znalazł.
Nieustannie po mych skołatanych myślach
twoja twarz tak dobrze mi znana,
gdzieś w nich tworzy nowy stopień żalu,
uczucie inne nie towarzyszy mi w tę porę.
Twoja bliskośc koiła me rany,
którymi życie karmi mnie do syta,
zszargana rzeczywistośc nie dała tej szansy,
byś raz kolejny mogła mnie uspokoic.
Wszystko inne już nie ma znaczenia,
czuc się zacząłem jak u bram hadesu,
krok w tył byłby możliwe, ale...
ale gdybyś Ty zaprowadziła mnie w drugą stronę.
Ilebym oddał byś raz kolejny ramię w ramię ze mną,
kroczyła... Wróc ze zgubnej Ci drogi...
Tylko Bóg jeden ma wiedzę jak się nasze losy potoczą,
może wrócisz z wysoka jak górski potok szukający ujścia.
Jedną mam prośbę... Wróc tutaj,
nie szukaj ujścia w morzu zapomnienia.
Odzyskac stan umysłu, w którym słowa twe,
dawały nadzieję że nic złego nie może się wydarzyc,
kiedy twarz twoja świeciła usmiechem,
nie zaprzestając w ogóle unosic się szczęściem.
Dążyłaś do tego byśmy nigdy się nie rozstali,
czas jednak górował nad nami...
i nas rozdzielił...
Twe włosy podczas uścisku wargi moje tykały,
jak słońce o poranku kiedy oczy moje razi,
czułem się najwspanialej lecz w ów czas umieram z rozpaczy.
Ilekroc tyś mnie uszczęśliwiła,
lecz tym razem napełniłaś kielich goryczą,
wypiłem go gdy Ciebie już nie było...
przegrała ta miłośc.
Wszystko czego doświadczyłem za czasu,
teraz wydaje się takie niepotrzebne,
bez Ciebie to już nie ma znaczenia.
Fortuna kołem się toczy,
los mnie bardzo rozczarował, za dnia i nocy,
patrzę wstecz i przez załzawione oczy widzę,
że Ciebie juz nie ma...
Zapukaj chocby raz jeszcze do mych drzwi,
czekam by usłyszec to głuche pukanie,
które rozlegało się od drzwi moich drewnianych,
aż po mój kącik gdzie w kajeciuku notuję co czuję.
Dlaczego mi to uczyniłaś gwiazdeczko moja,
co w noc jasno świecisz na nieboskłonie,
a w dzień emanujesz promieniami jak słońce.
Co też mogło wpłynąc na to wydarzenie,
które prawie zatrzymało me serce,
lęk zawładnął moim skupieniem,
którego już nie ma...
Tęsknota tak mi doskwiera, że gdy patrze na twe zdjęcie,
stojące w ramkę ozdobione, łzy słone uciekają z mych oczu.
Chciałbym jak lew walczyc o dni, w których razem,
z Tobą w dniach najzimniejszych roku marzyłem o tym co będzie.
Jak pozbierac się mogę ? Czy w ogóle warto nową,
zacząc przygodę? Bez Ciebie bym nie mógł...
Nie ma pomocy dla człowieka tak zwykłego jak ja,
kiedy przychodzi taki moment, w którym ma się świadomośc,
że szczeście zostało zgubione...
Wróc do mnie jak bociany do wiosennego gniazda,
chociaż daj słowo, że nic złego Ci się nie stało,
gdy słońce będzie w zenicie, pocałuj mnie w czoło,
jak dawniej...
W rytmie uderzeń serca, które tak bardzo kochało,
chciałbym znów wypowiedziec wprost w oczy twoje,
te dwa piękne słowa.
Na litośc boską me prośby ślę ku niebu,
aby ktoś w końcu mnie posłyszał,
chciałbym ujrzec Cię raz kolejny,
utonąc w twych oczach niebieskich jak ocean.
Wszystko wydaję się takie puste,
jak ten kawałek papieru przedtym,
gdy atrament wypełnił go po brzegi.
Czasu nie da się cofnąc, a szkoda.