Ryszard dobrze kombinuje, odwoływać się można zawsze, choć nie jest to takie proste, że dłużnik napisze "nie stać mnie" i urzędnicy z uśmiechem na ustach odpowiadają "Nie stać cię? A, to nie ma sprawy - no to nie płać". Każdy kto nie chce ponosić kosztów mandatów, grzywien, kar etc. mógłby tak napisać i mieć z głowy, czyż nie? :D Ale to tak nie działa, organ który ściąga należności, po takim oświadczeniu dość dokładnie prześwietla sytuację materialną dłużnika i w ostateczności do akcji wchodzi komornik, który może zająć część dochodów albo tzw. ruchomości. Można też uzyskać rozłożenie tej kwoty na jakieś raty.
Ale nie ma sensu rozpatrywać tego problemu, bo on po prostu (póki co) nie istnieje - tu chodzi o podjęcie jakichś działań, żeby nie powstała konieczność płacenia grzywny, czyli żeby grzywna nie była zasądzona.
A nie została, bo założyciel tematu jeszcze nie dostał nakazu płatniczego, ani - z tego co rozumiem, rodzice nie dostali powiadomienia pisemnego, jest więc w tej chwili dość duże pole manewru.
Tak czy inaczej, jeśli już doszło do takiej sytuacji, że w ogóle taka możliwość jest, to pierwsze co należy zrobić, to udać się z rodzicem (opiekunem prawnym) do dyrektora. I lepiej to zrobić, niż borykać się później z większymi problemami.
Ale nie ma sensu rozpatrywać tego problemu, bo on po prostu (póki co) nie istnieje - tu chodzi o podjęcie jakichś działań, żeby nie powstała konieczność płacenia grzywny, czyli żeby grzywna nie była zasądzona.
A nie została, bo założyciel tematu jeszcze nie dostał nakazu płatniczego, ani - z tego co rozumiem, rodzice nie dostali powiadomienia pisemnego, jest więc w tej chwili dość duże pole manewru.
Tak czy inaczej, jeśli już doszło do takiej sytuacji, że w ogóle taka możliwość jest, to pierwsze co należy zrobić, to udać się z rodzicem (opiekunem prawnym) do dyrektora. I lepiej to zrobić, niż borykać się później z większymi problemami.