Witam,
mam pewien problem od dosłownie samego początku mojego kruchego istnienia każdy powtarza mi jedno...
BĄDŹ SOBĄ... i jak na tym wychodzę?
Zaczynając od domowników uważają mnie za kogoś upośledzonego ... nie mówię o moim zachowaniu lecz o tym, że z trudnością ukończyłem gimnazjum w trybie zaocznym (i to z problemami).
Matka chciała wysłać mnie na leczenie psychiatryczne lecz stwierdziła, że przeznaczenie na mnie 300 zł miesięcznie za pobyt w zakładzie zamkniętym to za duży wydatek... uważała, że będą mnie tam traktować jak szlachcica któremu wszystkiego nie zabraknie... Po prostu wiedziała, że przy niej będę nieszczęśliwy co wzmocni mnie w dorosłym życiu no i pomogło jestem C*jem który ma skłonności socjopatyczne a jego ulubionym zajęciem jest patrzenie się w sufit i liczenie niedociągnięć wałka.
Dążąc do wątku bo troszkę odbiegłem... każdy mówi abym był sobą a jeśli ja jestem tak naprawdę dupkiem którego nikt nie lubi to i tak ma zostać czy mam starać zmienić swoje postępowanie?
Jeśli zmienię się w kogoś kogo da się lubić to zmienię całkowicie swój światopogląd a w tym wszystkim chyba nie o to zupełnie chodzi... mam być sobą więc mam być bucem?
Coś tu nie gra...
Mam zmienić się dla ludzi którzy są wokół mnie... nie będzie to oszustwem które może być potraktowane jako coś bardzo negatywnego?
Dość pytań i tak nikt nie odpowie i zapewne nie przeczyta więc dalej rozpiszę się.
Uważam każdego człowieka za idiotę który biegnie za celem którego tak naprawdę nie ma mianowicie chodzi mi o religię coś co trzyma nasz cały świat w całości, świat który bez wartości moralnych czy etycznych byłby zapewne kilka lat za erą kamienia łupanego.
Ludzie którzy są inni nazywają siebie ateistami, wierzą w to co widzą to jest dopiero myślenie !
Dwutlenek węgla który może znajdywać się w zamkniętym pomieszczeniu jest niewidoczny, więc nie istnieje !
Znów odbiegłem od tematu...
Jak to jest być lubianym...
To pytanie jest przeze mnie często zadawane, nawet mój szczur nie chce przyjaźnić się ze mną i gdy dostanie żarcie spier*ala do klatki.
A może po prostu jakiś odsetek ludzi musi być c*ujami by reszta społeczeństwa była szczęśliwa.
mam pewien problem od dosłownie samego początku mojego kruchego istnienia każdy powtarza mi jedno...
BĄDŹ SOBĄ... i jak na tym wychodzę?
Zaczynając od domowników uważają mnie za kogoś upośledzonego ... nie mówię o moim zachowaniu lecz o tym, że z trudnością ukończyłem gimnazjum w trybie zaocznym (i to z problemami).
Matka chciała wysłać mnie na leczenie psychiatryczne lecz stwierdziła, że przeznaczenie na mnie 300 zł miesięcznie za pobyt w zakładzie zamkniętym to za duży wydatek... uważała, że będą mnie tam traktować jak szlachcica któremu wszystkiego nie zabraknie... Po prostu wiedziała, że przy niej będę nieszczęśliwy co wzmocni mnie w dorosłym życiu no i pomogło jestem C*jem który ma skłonności socjopatyczne a jego ulubionym zajęciem jest patrzenie się w sufit i liczenie niedociągnięć wałka.
Dążąc do wątku bo troszkę odbiegłem... każdy mówi abym był sobą a jeśli ja jestem tak naprawdę dupkiem którego nikt nie lubi to i tak ma zostać czy mam starać zmienić swoje postępowanie?
Jeśli zmienię się w kogoś kogo da się lubić to zmienię całkowicie swój światopogląd a w tym wszystkim chyba nie o to zupełnie chodzi... mam być sobą więc mam być bucem?
Coś tu nie gra...
Mam zmienić się dla ludzi którzy są wokół mnie... nie będzie to oszustwem które może być potraktowane jako coś bardzo negatywnego?
Dość pytań i tak nikt nie odpowie i zapewne nie przeczyta więc dalej rozpiszę się.
Uważam każdego człowieka za idiotę który biegnie za celem którego tak naprawdę nie ma mianowicie chodzi mi o religię coś co trzyma nasz cały świat w całości, świat który bez wartości moralnych czy etycznych byłby zapewne kilka lat za erą kamienia łupanego.
Ludzie którzy są inni nazywają siebie ateistami, wierzą w to co widzą to jest dopiero myślenie !
Dwutlenek węgla który może znajdywać się w zamkniętym pomieszczeniu jest niewidoczny, więc nie istnieje !
Znów odbiegłem od tematu...
Jak to jest być lubianym...
To pytanie jest przeze mnie często zadawane, nawet mój szczur nie chce przyjaźnić się ze mną i gdy dostanie żarcie spier*ala do klatki.
A może po prostu jakiś odsetek ludzi musi być c*ujami by reszta społeczeństwa była szczęśliwa.