Marcin Sowa (pewnie go znacie) zaprosił mnie na wakacje na Cypr. Bardzo mnie to ucieszyło, bo to moje największe marzenie, ale po czasie okazało się, że zaprasza mnie jednak w biedaczkowe dolnośląskie góry, bo pencja nauczyciela w gimnazjum okazała się niewystarczająca, żeby pokryć koszty wycieczki na Cypr :/ Na dodatek zapowiedział, że będziemy spać w namiocie bo tak taniej... Idiota. Może jeszcze na obiad każe mi jeść konserwy w puszce?
Ma szczęście, że jestem dobrze wychowana, bo chętnie bym mu to wszystko wygarnęła prosto w twarz! To chamstwo z jego strony.
Nie byłoby wam wstyd zaprosić dziewczyny/koleżanki na wypad do jakiejś górskiej biedaczkowej wioski w której śmierdzi krowami i oborą? Na dodatek pod namiot.
Jestem zażenowana kochani, przepraszam za ten bulwers ale naprawdę musiałam to z siebie wyrzucić.
Ma szczęście, że jestem dobrze wychowana, bo chętnie bym mu to wszystko wygarnęła prosto w twarz! To chamstwo z jego strony.
Nie byłoby wam wstyd zaprosić dziewczyny/koleżanki na wypad do jakiejś górskiej biedaczkowej wioski w której śmierdzi krowami i oborą? Na dodatek pod namiot.
Jestem zażenowana kochani, przepraszam za ten bulwers ale naprawdę musiałam to z siebie wyrzucić.
