Co myślicie o współczesnej poezji. Mam taką teorię, że to gówno dla podstarzałych ludzi i niestabilnych emocjonalnie kobiet. Dlaczego? Dlatego, że kiedyś świat poezji oprócz robiących egzystencjalne "ochy i achy" spiedolin zawierał w sobie również niepokornych poetów, piszących z piedolnięciem i werwą, bez współczesnego memłania. Wiecie - wiersze z tzw. wypiedem jak broniewski, jasieński, tuwim i ogólnie skamandrycie. Albo jak Majakowski czy Jesienin. Konkrety a nie piedolenie. Do tego rzeczeni poeci używali celem wyrazu WIERSZA a nie do uja podobnego BIAŁEGO WIERSZA czyli zazwyczaj gównianej zbitki słów rozemocjonowanej baby z pewną dozą przmeyśleń. Aktualnie poeci niepokorni, rymujący, zachowujący rytmiczność i poruszający tematykę niewywodzącą się tylko z nich nadwrażliwej psychiki to hiphopowcy. Oczywiście nie mówię tu o kureskich gównach typu patusy z firmy czy inne bonusy rpka Ale w rapie da się znaleść ten trzon poetycki, któy sprawiał że kiedyś poezja coś znaczyła, a teraz znaczy tylko i wyłącznie gówno.
Ps. Nie uwzględniłem tzw. bardów jak kaczmarski, louis iiach, victor jara, brassens, dylan, cohen itp. Oni pisali/piszą bardzo pieniężną poezję ale też musieli wykuwić z ujowego poetyckiego półświatka i zacząć GRAĆ. Okazuje się zatem, że cała sesowna poezja wykuwiła w muzykę, a zostało w tej pisanej samo gówno.
Ps. Nie uwzględniłem tzw. bardów jak kaczmarski, louis iiach, victor jara, brassens, dylan, cohen itp. Oni pisali/piszą bardzo pieniężną poezję ale też musieli wykuwić z ujowego poetyckiego półświatka i zacząć GRAĆ. Okazuje się zatem, że cała sesowna poezja wykuwiła w muzykę, a zostało w tej pisanej samo gówno.
