Otóż sprawa przedstawia się następująco: w środę byłem u kobiety na noc i doszło między nami do całowania, przytulania, miziania i, co jest sednem problemu, ocierania ptakiem o cipuszkę przez bieliznę ;____;. Całkiem fajnie, dziewczyna mokra, zadowolona, dyszy, stęka, wije się, a ja z tego przyjemności nie odczuwam żadnej, tj. jestem megapodniecony zachowaniem dziewczyny, ale ataki na penisa przez gacie bolą mnie zamiast podniecać jeszcze bardziej. A po wszystkim dowiaduję się od niej, że chyba nie jestem usatysfakcjonowany dziewczyna nie myśli tylko o sobie, chociaż tyle :3.
I tu się pojawia pytanie: co jest? Normalny facet powinien dochodzić od ocierania się o dziewczynę czy to ja jestem normalny, a ona sobie wyobraża jakieś cuda i dziwy?
I tu się pojawia pytanie: co jest? Normalny facet powinien dochodzić od ocierania się o dziewczynę czy to ja jestem normalny, a ona sobie wyobraża jakieś cuda i dziwy?