Opowiem Wam moją historię związaną z pewną internetową znajomością.
Było to podczas ferii, byłam na jakimś czacie mojego operatora sieci telefonicznej, aż zagadał do mnie pewien chłopak. Nick jego był "badboy12". Nie miałam co robić to odpisywałam, wymieniliśmy trochę tych wiadomości na niebanalne tematy aż w końcu wymieniliśmy się numerami telefonów. Było to za czasów, gdy miałam 16 lat, on był 4 lata starszy ode mnie, czyli miał 20. Codziennie pisaliśmy setki smsów, nie brakło nam tematów... Był w najważniejszych momentach wsparciem, prawdziwym przyjacielem mimo, że nie znaliśmy się realnie. On obiecywał, że odwiedzi mnie kiedyś... Byłam szczęśliwa, że po prostu był. Tak mijały dni, miesiące, poznawałam jego problemy i chciałam mu bardzo pomóc. Opisywał wszystko, lecz co było najdziwniejsze nigdy nie chciał rozmawiać przez telefon. Po jakimś czasie zaczęły się "schody"... Z tego co mi pisał cierpiał na depresję, próbował się zabić, to było straszne... Aż w końcu wyjawił mi całą prawdę po czym chciał ze mną zerwać znajomość, bo wstydził się siebie i przytłaczających go problemów. Pewnego dnia zniknął z domu, nie było go jakieś 3 dni. W tym czasie dzwonili do mnie jego rodzice, siostra. Z tego wynikało tak jakbym była częścią ich rodziny, czułam się jakbym była jego dziewczyną. W końcu wrócił do domu, lecz nie chciał ze mną rozmawiać, ani pisać. Pisałam wówczas z jego ojcem, opowiedziałam za co on [badboy12] ma żal do niego, co mógłby zrobić.
Następnego dnia chciał znowu skończyć z sobą... Jego sis znalazła go, trafił do szpitala, ale na terapię się nie zgodził. Ja miałam być jego terapeutką, lekiem na całe zło... Ponoć wracał do zdrowia. Najgorsze było to, że nie mogłam być przy nim, nie mogłam go przytulić, wspierać normalnie.
On pisał wiersze, teksty piosenek, tłumaczył je na język niemiecki i pewnego dnia napisał wiersz dla mnie ;D
Ech, tak mijały kolejne dni aż w końcu wyznał mi, że mnie kocha.
Nooo, lecz niestety bał się tego i uciekł za granicę. Przeprowadził się do miasteczka Loitsche, 15 km od Magdeburga. Tam ułożył sobie z tego co wiem życie, jest sam [nie ma dziewczyny].
Minęło już prawie 5 lat, a ja nadal o nim pamiętam, mam jego wiersz, pozostałe teksty...
dokładna data poznania to 21.02.2008r. - z pewnością będę ją pamiętać :)
A czy Wam coś takiego się zdarzyło? Jeśli tak, to jak się to zakończyło? A może obecnie trwa? Piszcie ;)
Było to podczas ferii, byłam na jakimś czacie mojego operatora sieci telefonicznej, aż zagadał do mnie pewien chłopak. Nick jego był "badboy12". Nie miałam co robić to odpisywałam, wymieniliśmy trochę tych wiadomości na niebanalne tematy aż w końcu wymieniliśmy się numerami telefonów. Było to za czasów, gdy miałam 16 lat, on był 4 lata starszy ode mnie, czyli miał 20. Codziennie pisaliśmy setki smsów, nie brakło nam tematów... Był w najważniejszych momentach wsparciem, prawdziwym przyjacielem mimo, że nie znaliśmy się realnie. On obiecywał, że odwiedzi mnie kiedyś... Byłam szczęśliwa, że po prostu był. Tak mijały dni, miesiące, poznawałam jego problemy i chciałam mu bardzo pomóc. Opisywał wszystko, lecz co było najdziwniejsze nigdy nie chciał rozmawiać przez telefon. Po jakimś czasie zaczęły się "schody"... Z tego co mi pisał cierpiał na depresję, próbował się zabić, to było straszne... Aż w końcu wyjawił mi całą prawdę po czym chciał ze mną zerwać znajomość, bo wstydził się siebie i przytłaczających go problemów. Pewnego dnia zniknął z domu, nie było go jakieś 3 dni. W tym czasie dzwonili do mnie jego rodzice, siostra. Z tego wynikało tak jakbym była częścią ich rodziny, czułam się jakbym była jego dziewczyną. W końcu wrócił do domu, lecz nie chciał ze mną rozmawiać, ani pisać. Pisałam wówczas z jego ojcem, opowiedziałam za co on [badboy12] ma żal do niego, co mógłby zrobić.
Następnego dnia chciał znowu skończyć z sobą... Jego sis znalazła go, trafił do szpitala, ale na terapię się nie zgodził. Ja miałam być jego terapeutką, lekiem na całe zło... Ponoć wracał do zdrowia. Najgorsze było to, że nie mogłam być przy nim, nie mogłam go przytulić, wspierać normalnie.
On pisał wiersze, teksty piosenek, tłumaczył je na język niemiecki i pewnego dnia napisał wiersz dla mnie ;D
Ech, tak mijały kolejne dni aż w końcu wyznał mi, że mnie kocha.
Nooo, lecz niestety bał się tego i uciekł za granicę. Przeprowadził się do miasteczka Loitsche, 15 km od Magdeburga. Tam ułożył sobie z tego co wiem życie, jest sam [nie ma dziewczyny].
Minęło już prawie 5 lat, a ja nadal o nim pamiętam, mam jego wiersz, pozostałe teksty...
dokładna data poznania to 21.02.2008r. - z pewnością będę ją pamiętać :)
A czy Wam coś takiego się zdarzyło? Jeśli tak, to jak się to zakończyło? A może obecnie trwa? Piszcie ;)