Siemano mordeczki !
Nurtowało was kiedyś pytanie '' czy jakbym zemdlał na środku ulicy to czy ktoś by mi pomógł '' ?
Ja przeżyłem i szczerze w Polsce nie polecam. Nikt mi nie pomógł dopiero kiedy przejechała straż miejska zatrzymali się pewnie z nadzieją że jakiś spity koleś wywalił się na chodnik. Taka niespodzianka że byłem trzeźwy.
Nie raz słyszałem opinię, że ludzie nie chcą pomagać bo:
- "pomógł bym gdyby cały proces tłumaczenia jakiejś bójki policji nie trwał tak dużo czasu albo nawet za długie jest dla mnie czekanie na karetkę więc wolę przejść w nadziei że pomoże ktoś inny"
- "skąd mam wiedzieć że takie coś to nie podstęp zamachu czy próba kradzierzy" - zadziwiające jest to że z charakteru pyszny i dumny facet bał się człowieka leżącego na chodniku i jeszcze mi się do tego przyznał.
- "skąd mam wiedzieć czy to nie jakiś młody pijany nie leży"
Takie 3 najczęstrze wypowiedzi dało się usłyszeć.
Co ludzie mają w głowie? Czemu są tak zastrzaszeni i czym zagonieni skoro wiekszość ma pracę 8h na dzień jak to możliwe że nie potrafią poświęcić 30 min? Złe gospodarowanie czasem czy lenistwo?