Kwiecień. Co to za pięknymiesiąc? To wtedy cały świat budzi się do życia. Robi się co raz cieplej,topnieje śnieg, a na jego miejscu wyrasta zielona trawa. Na łąkach pojawiająsię pierwsze kwiaty, a na drzewachpierwsze listki. Ptaki powracają do swoich gniazd. Dni są coraz dłuższei cieplejsze. W ludziach znów odradza się chęć do życia, nadzieja i siła dodziałania.
Zbliżał się 20 kwiecień. Kolejnypiękny, wiosenny dzień miał się ku końcowi. Na niebie dostrzec można byłojeszcze zachodzące słońce. Iza jak zwykle czekała aż mąż wróci z pracy, żebypodać mu obiad. Długo pracował, wracał późno, przez co mało czasu poświęcałrodzinie. Kiedy wracał był przeważnie zmęczony i jedyne o czym marzył to obiad,piwo i telewizja. A jakiekolwiek próby rozmowy zawsze kończyły się sprzeczką.
Teraz stanowczym ruchem otworzył drzwi wejściowe i wszedł do mieszkania.Zdjął ulubione czarne adidasy, na wieszak powiesił kurtkę i ruszył do pokoju, wktóry już na stole czekał obiad. Nic nie mówiąc siadł na fotelu, włączyłtelewizor i zaczął jeść popijając wszystko piwem. Iza nie chcąc na to patrzeć isłuchać męża, poszła do drugiego pokoju. Tam jej trzyletni synek Kuba grzeczniebawił się zabawkami porozrzucanymi po podłodze. Był podobny do taty. Te sameduże, wszystkowiedzące brązowe oczy, blond włosy, śniada cera. Te same ręce i wystającekości policzkowe. Wykapany tatuś. Na widok mamy chłopiec się rozpromienił,wstał z podłogi i biegiem ruszył w jej stronę. Iza mocno przytuliła synka, a onzaczął ciągnąć ją stronę zabawek, żeby się z nim pobawiła. Po Doś długiejzabawie Iza postanowiła zajrzeć do męża. Wolnym krokiem ruszyła przez nie duży przedpokóji przystanęła w drzwiach. Mąż dalej siedział w fotelu z piwem w ręku i patrzyłw szklany ekran telewizora. Gdy spostrzegł żonę, od razu zaczął wyładowywać naniej całe napięcie i złość, którą dusił w sobie podczas pracy. Nie dając jejdojść do słowa, mówił co mu leżało na sercu, krzycząc przy tym na nią. Zawszepo powrocie z pracy pił piwo, a swoją złość wyładowywał na rodzinie. Nie bił coprawda ani jej, ani Kuby. Ale istnieją przecież gorsze sposoby wyładowywaniazłości aniżeli bicie. Niszczył on całą rodzinną atmosferę. Nigdy w niczym niepomagał, nie bawił się z synem, nigdzie razem nie wychodzili. Za to częstonarzekał i krzyczał. W pewnym, momencie Iza nie wytrzymała tego. Powiedziała,że nie będzie tego więcej znosić, wyrwała mu butelkę z ręki, całą zawartośćwylała do zlewu i nie czekając na jego reakcje, założyła buty, wzięła mp3 zpułki i bez słowa wyszła z domu. Nie zastanawiając się nad tym co robi poprostu ruszyła przed siebie. Słońce dawno już zaszło, a na niebie pojawiły sięgwiazdy, które dostrzec można było za chmurami. Ale Iza nie zwróciła na tonajmniejszej uwagi. Szła poboczem drogi, ze słuchawkami w uszach słuchającpiosenek. A z błękitnych oczu leciałyłzy. Nie myślała nad tym gdzie idzie. Po prostu szła przed siebie, a jej długiebrązowe włosy powiewały na wietrze. Myślała nad swoim życiem, nad tym codokonała. Skończyła szkołę, zdała maturę, zawsze chciała studiować, ale wyszłaza mąż, urodziła synka i nie znalazła jeszcze czasu aby studiować, wolałapoświęcić czas na wychowywanie synka, na okazywaniu mu swojej miłości.Pogrążona w myślach nawet się nie spostrzegła kiedy znalazła się niedalekobudynku szkoły podstawowej. Tyle wspaniałych lat w niej spędzonych. Tyle wspólnychzabawy ze znajomymi, nauki i zmartwień. Sądziła, że właśnie tu chciała dojść,aby przypomnieć sobie piękne lata dzieciństwa. Instynktownie skręciła wkierunku placu zabaw. Często się tam bawiła jak była mała, po skończeniupodstawówki często przychodziła tu z najlepszą przyjaciółką. Gdzie ona terazmoże być? Wyjechała gdzieś pare lat temu żeby dalej się uczyć. Na początku częstodzwoniły do siebie, ale po pewnym czasie przestały. Izie bardzo jej terazbrakowało. Usiadła na huśtawce na której zawsze lubiła się bujać. Tylewspomnień?


ale ten gostek (maz) nie tego i co bylo dalej jestem ciekawa




