diegorrr
diegorrr
  7 maja 2009 (pierwszy post)

W związku ze zbliżającym się końcem roku, postanowiłem poprawić sobie ocenę z polskiego z 4 na 5. A więc, nasza szalona nauczycielka wymyśliła bardzo ciekawą robotę a mianowicie napisanie tzw. tematu wolnego czyli czegokolwiek. No i pisałem, pisałem, pisałem i pisałem aż coś naskrobałem. I teraz zwracam się do was z uprzejmą prośbą w celu poprawienia wszelakich błędów literowych, językowych i tp. Prośbę swą motywuję nadmiernym lenistwem i brakiem chęci napisania tego. Praca wygląda następująco(jeszcze niedokończona):

Rozdział 1

W mieście, które trudno nazwać miastem bo wyglądało ono raczej jak wieś a jedynymi znakami ukazującymi ?miastowość? tej wsi były mury którymi ją otoczono ? wysokie na sto attyckich stóp i szerokie niczym grube nienaturalnej wielkości drzewa otaczające tę wieś. Każdy budynek wewnątrz murów obronnych nie był ani imponująco wielki, ani w żaden sposób szczególnie wskazujący na to że tę miejscowość warto otoczyć taką obroną. Proste sioło gdzie żyło niespełna osiemset osób, z czego dwustu było żołnierzami, miało znaczenie jedynie z punktu finansowego. Drzewa otaczające tę wieś i w ogóle drewno z drzew w całym lesie było twarde jak stal i jednocześnie gibkie i lekkie. Tworzono z nich domy i meble w stolicy państwa ? najbogatsi pozwolić sobie mogli na takowe meble, a najbogatsi na takie domy. Zbudowany tym drewnem dom nie dało się spalić i bardzo trudno było go zniszczyć. Meble zaś nabierały właściwości różnorakich, często po spaniu na łóżku z tego drewna wstawało się wypoczętym nawet jak się spało jedynie godzinę. Król i książęta sporo płacili za jedno ścięte drzewo i z tego powodu postanowiono tę wieś otoczyć wielkimi murami w razie ataku kogokolwiek bądź czegokolwiek. Większa część ludności tego sioła pracowała jako drwale i tylko nieliczni nie rąbali drewna jak szaleni tylko po to by zarobić. W miasteczku poza samymi domami tartakami była skromna szkoła, gdzie dzieci uczyli się wybranego przez nie fachu ? najczęściej fach ten polegał na rąbaniu drzew. Poza domami, tartakami i szkołą był również w miasteczku fleczer wyrabiający łuki lecz nigdy ich nie sprzedający ? mawiano że strzały wystrzelone z jego łuku będą lecieć dopóty, dopóki nie nie przebiją serca ofiary. Były to jedynie plotki powstałe w winiku braku jakiegokolwiek jego łuku gdziekolwiek. Kowal żyjący w tym mieście kuł sprzęt jedynie dla straży i za żadne skarby nie chciał kuć dla nikogo innego. Mawiano nie raz, że prędzej niuchacz przestanie niuchać niżeli ten rzemieślnik zacznie sprzedawać swoje wyroby komukolwiek ze świeckich ludzi. Pewnego razu próbowano nawet zwędzić u niego nagolenniki, chłopak który tego spróbował przez następnę dziesięć dni miał pod okiem okrągły zapuchnięty fiolet. Samotny alchemik który żył z dala od wszystkich czyli w lesie za murem warzył dla ludzi eliksiry na przeróżne choroby. Plotki na jego temat mówiły, że gdy nie siedział nad misiurkami zajmował się magią. Gdyby plotki te potwierdziły sie miałby po kilku minutach na głowie cały orszak książęcy, królewski i wszystkich bogatych szlachciców jacy istnieli w krainie. Magia była czymś czego nigdy nie widziano, była nigdy nie potwierdzonym faktem w który ludzie wierzyli ze względu na drzewa. Nie potrafiono wyjaśnić skąd się wzięły ich magiczne właściwości. Wiele legend i opowieści snuły ministrele na temat lasu pełnego magicznych drzew. Dwa razy do roku do miasteczka przyjeżdżali kupcy którzy sprzedawali różnorakie towary za drewno. Przywożono często jedzenie, gdyż gleba w lesie była nienadająca się do uprawy, lecz mimo tego przewożono też wyroby jubilerskie, najpiękniejsze w krainie(tak mówili kupcy), piękne, wyszywane złotem ubania(i nie tylko) również można było zobaczyć na ich ławach. W miasteczku pracował równierz grabarz ? po każdym polowaniu wszystkie skóry wysyłane były do niego dla ich obróbki. Za cechem grabarza pracował człowiek złota rączka: pełnił role snycerza, szewca, siodlarza oraz cieśli. A więc rzeźbił w drewnie, szył dla mieszkańców ubrania, naprawiał siodła tym którzy posiadali koni i robił części potrzebne na wszelakie prace przy domach. Po wejściu główną bramą do miasta po prawej stronie stał wielki budynek pełniący rolę mieszkanie dla karczmarza oraz rolę karczmy dla podróżnych i zmęczonych po ciężkim dniu pracy mężczyzn. Kilka domów dalej górujący nad wszystkimi innymi budynek pełnił rolę ratuszu w którym mieszkał burmistrz miasta ? niski wąsacz w okularach i wiecznym ?bananem? na twarzy, często drogo ubrany i na każdy kroku wytykający każdemu jego niedociągnięcia. Naprzeciwko ratuszu był skład i jednocześnie nad nim była jadalnia ? dla biednych bądź dla ludzi którzy nie byli bogaci ale nie stać ich było by kupić sobie jedzenie. Kucharz uważnie pilnował racji które każdy miał dostać, nikomu nie dawał ani więcej ani mniej. Życie w wiosce pełne było przepychu, miejscowość rozrastała się. Na tę cześć nazwano ją ?Wilczy Splendor?.

Rozdział 2

Achacy rozejrzał się wokół swoimi czarnymi oczyma. Pora wstawać. Przygładził rozczochrane kruczoczarne włosy żeby mu nie przeszkadzały łaskocząc uszy. Zawiązał je w kuc i usiadł na łóżku przecierając oczy. Spojrzał na swoje szczupłe, średnio-masywne ciało a następnie robiąc zaiste wielki wysiłek podniósł się z łóżka. Obrzucił spojrzeniem pełnym zrezygnowania pokój w którym mieszkał. Wszędzie był chaos, przewrócone krzesło leżało naprzeciwko drzwi a na nie niechlujnie rzucone zostały spodnie które z wyglądu przypominały dolny ubiór ministrela, całe spodnie były połatane. Przeważały czarne łatki dzieki czemu można było nazwać ich nie ?szarawary?, tylko ?spodnie?. Przy przewróconym krześle leżała zabrudzona czarna koszula z przyszytym kapturem ze skóry jakiegoś zwierza. Naprzeciwko chłopaka liczącego sobie zaledwie czternaście wiosen, który stał krok naprzeciw łóżka z opuchniętą gębą, leżał gruby skórzany pas z przypiętą do niego pochwą w której leżał zardzewiały sztylet. Nie był to wyrób z którymi chodzili bogate dzieci(a raczej ich rodzicę), ale zawsze mógł posłużyć do obrony gdyż młodzian dbał o to, aby był on ostry. Po uświadomieniu sobię, że z ostatniej nocy nic nie pamięta zrobił kilka kroków w kierunku spodni ale potknął się o buty leżące przy łóżku i upadł odruchowo wystawiając ręcę w przód przez co zdarł sobię skórę przy nadgarstkach. W czaszce młodego mężczyzny wybuchł ból, marzył o tym żeby przestało boleć, obiecywał sobie, że jeśli chociaż na chwilę ból ustanie przestanie chodzić ze znajomymi ?na piwo?. Niestety ból nie ustawał, kilkunastolatek poraz tysieczny obiecał sobię, że skończy raz na zawsze z alkoholem. Podniósł się w końcu z trudem przeklinając wszystko na czym świat stoi i wreszcie podniósł połatane spodnie z przewróconego krzesła. Na postawienie krzesła nie starczyło mu sił ale schylił się i z wielkim trudem włożył nogę w jedną z nogawek ? na szczęście we właściwą. Po czym czyniąc nadludzki wysiłek, założył spodnie i ubrał się. Otworzył okno, wiatr uderzył go w twarz orzeźwiająco zimnym oddechem. Spojrzał na ulicę i zauważył że dopiero świta. Popatrzył z obrzydzeniem na karczmę naprzeciw której mieszkał, powinien przestać zgadzać się na ?zabranie się na piwo z przyjaciółmi? ponieważ przez to często rano budził się posiniaczony i nic nie pamiętał. Kiedy uznał w końcu, że już odzyskał nieco jasności umysłu zamknął okno. Otworzył drzwi i wyszedł z pokoju. Dom w którym mieszkał był niewielki ? kuchnia, jeden wielki pokój na dole i na górze na poddaszu pokój w którym mieszkał. Zszedł ostrożnie schodami ? miał nadzieję, że nikogo w domu nie ma ponieważ chciał wyjść z domu bez zbędnych rozmów z kimkolwiek. Wielki pokój był prawie pusty, jedynymi oznakami zażyłości pomieszczenia był wielku stół stojący w centrum. Wikt ten otoczony był krzesłami a jednym z nich siedział mężczyzna z wilczym spojrzeniem. Oczy miał lazurowego koloru, niegdyś czarne włosy były siwe. Na głowie widoczna była łysina. Facet ten był niewysoki, raczej otyły. Ubrany jak kowal: z żółtym zabarwieniem biały, brudny fartuch a pod nim spodnie i koszula również brudna. Patrzył na chłopaka gniewnym wzrokiem. Achacy chciał uniknąć tego co miało się wydarzyć i zaczął powoli łukiem okrążać stół żeby dotrzeć do drzwi. Mężczyzna średnio-wieczny spokojnie patrzył na przestraszonego młokosa, pomachał głową z rezygnacją i powiedział tylko:
- Nie będę sobie tobą więcej zawracał głowy, idź stąd chłopczę.
Postać okrążająca stół zatrzymała się na chwilę, kiwnęła głową i wyszła szybko z gnijącej rudery. Kiedy przeszedł kilka kroków odetchnął z ulgą ? nie przepadał za ojczymem, za często dochodziło między nimi do konfrontacji, a były kowal nadal pozostawał silniejszy od chłopaka. Kiedy liczył on sobie zaledwie pięc lat jego rodzicę zostali zabici sam nie wiedział przez kogo i kiedy on leżał w szczątkach cudem ocalałej piwnicy, w średnim wieku mężczyzna zlitował się nad płaczącym dzieckiem. Bez przybranego ojca niechybnie by zginął, i za to był mu wdzięczny. Ale za nic więcej, musiał sam zarabiać sobię na chleb bo nie chciano go karmić, często kradł. A dlaczego? Bo był głodny, wstydził się tego i kradł jedynie wtedy kiedy skręcania w brzuchu nie dało się już wytrzymać. Szedł dalej i rozglądał się dookoła, na ulicach Wilczego Splendoru nie było praktycznie ani jednego przechodnia, miasteczko dopiero miało zacząć się budzić. Kiedyś się stąd wyrwie, mimo że urodził się tu, nienawidził tego miejsca z całego serca, i tych wszystkich ludzi goniących za złotem, ciemnych ignorantów którzy mieli w dupie wszystko i wszystkich. Nienawidził tych wszystkich ludzi którzy nienawidzili siebie nawzajem. Nie myślał o odległych wyjątkach, nawet miłość w tym miejscu była wymuszana przez spieniężonych rodziców którzy traktowali swoich dzieci jako sposób do zarobków. Rzuciła go dziewczyna i miłości dotyk, nie chciała żyć z kimś kto nie chciał przedstawić się jej ojcu i matce. Wiedział, że jakby to zrobił jej rodzice dopilnowaliby żeby więcej się z nim nie spotkała ? nie był zarobionym człowiekiem, jego ojczym nie był ani bogatym, ani wpływowym człowiekiem w miasteczku drwali. Przezwał ją idiotką, kiedy rzucała mu w twarz kolejnymi słowami. To było bezrozumne, że tak nagle go rozkochała i była zdolna do takich obraz pod jego adresem. Jego zadumę przerwał kupiec który nagle go zawołał. Zastanowił się chwilę czy warto podchodzić ? nie miał pieniędzy ? lecz po chwili zdecydował się i zrobił kilka kroków kierunku straganu kupca na którym widniały różnorakie miecze, szable, rapiery, z odległych krajów katany, i różne mieczy których nawet nie rozpoznawał. Jeden na przykład wyglądał jak zwykły miecz, tyle, że miał końcówkę w krztałcie serca ? handlarze z takim sprzętem rzadko przyjeżdżali do miasta w którym chłopak się urodził. Achacy obrzucił sprzedającego badawczym, jednocześnie pytającym wzrokiem. Człowiek interesu wyglądał jak każdy inny człowiek jego pokroju- ubrany w bogate szaty, wyszywane złotem. Przez bark miał przerzucony czerwony gruby szal dzięki czemu wyglądał niego bardziej barczyście niż na prawdę był. W ręku trzymał miecz. Nigdy w życiu nie widział żadnego podobnego miecza do tego ? czubek miecza tak na prawdę nie był ostrym końcem miecza, tylko zgrubieniem podobnym do odwróconego rysowanego serca. Zbrocze było mocno zaostrzone i wystawało z dwóch stron miecza po pół cala, dzięki czemu końcówka miecza wyglądała nieco kwadratowo. Sztych tego cuda był tępym zwężającym się do nietypowego czubka błyszczącym metalem. Ostrze zaś było ciemnym chabrowym metalem które było ostre tak, że wydawać by się mogło że tylko patrząc na nie można było już się pociąć. Płaz miecza był zwykłą jasną stalą. Taszka była ze złota a Jelec był z ciemnego srebra. Trzon rękojeści był owinięty skórą więc chłopak nie potrafił dostrzec z czego właściwie jest zrobiony. Głowica z drewna, wyglądała przy tym arcydziele sztuki kowalskiej co najmniej nie na miejscu. Handlarz uśmiechnął się widząc na twarzy chłopaka zachwyt i jednocześnie zdziwienie.
- Piękna zabawka, nie myślisz? ? uśmiechnął się. Po głosie Achacy poznał że jest to człowiek z południa. I co cię do tego sioła zawiodło kupcze? ? pomyślał chłopiec
- Tak, piękna i pewnie droższa niz większość domów w tej cholernej wsi ? odpowiedział spokojnie chłopak. Kupiec obrzucił go wzrokiem jakby oceniając. Czego odemnie chciałeś? ? zaczął się zastanawiać coraz bardziej poirytowany chłopiec. Chciał żeby ciekły mu ślinki a on by opowiadał tylko o tym jaki ten miecz jest wspaniały i ile to on kosztował go wysiłku ? a Achacego nigdy na ten miecz nie będzie stać.
- Planowało tą klingę, grupa najlepszych kowali na świecie, człowiek który wie jak władać tą klingą jest praktycznie niepokonany w walce na bronie białe ? do walki przeciwko włóczniom służą jej wystające zbrocza które mają ostre ząbki jeśli zauważyłeś ? przy uderzeniu tą częścią miecza we włócznię drewnianą jesteś w stanie poważnie ją uszkodzić a następnym cięciem ją złamać bądź przeciąć. Przy mocnym uderzeniu we włócznię metalową, twój przeciwnik odczuję wybrację i to odwróci na chwilę jego uwagę co da szansę tobię. W trakcie walki z przeciwnikiem który uzbrojony jest w topór... ? prawił spokojnie o mieczu którego nigdy mieć nie mogłem. Nie potrafiłem nawet marzyć o tym by ją mieć, po prostu była uniwersalna. Idealna broń ? siewca śmierci, totem bogactwa i klinga zwycięstwa. Przez myśl przeleciała mu żeby ten skarb ukraść ale dał sobie spokój, skoro kupiec podróżował z taką klingą z pewnością potrafił się bronić a tym bardziej przez natrętnymi dzieciakami. Słuchał więc z szeroko otwartymi oczyma i ze zwisającą szczęką o przedmiocie pożądania. W pewnym momencie kupiec niespodziewanie dla młodzieńca zapytał.
- Chcesz ten miecz chłopcze? ? Chłopak nie wytrzymał, roześmiał się na całe gardło, echo jego śmiechu odbiło się od jeszcze pustych ulic zakątka drwali. Po tym jak wreszcie przestał się śmiać powiedział z ironią w głosie.
- Mam takie trzy w domu. Nie stać mnie na ten miecz Panie ! Prędzej zabiłbym niedźwiedzia igłą niźli zarobiłbym na samą rękojeść tego miecza. ? Chłopczyna uśmiechnął się krzywo i napotkał dezaprobatyczny wzrok handlarza mieczy.
- Zapytałem czy chcesz ten miecz chłoptasiu a nie czy stać cię na niego. A gdybym chciał zawrzeć z tobą porozumienie? Ty, wyświadczysz mi przysługę, a ja oddam ci ten miecz. To jak? ? Albo oślepiająco błysnął gałami albo kupiec po prostu zmrużył oczy. Achacy był ciekawy jakież to zadanie powinien będzie wykonać za taki miecz? Pokonać smoka? Wybić całe miasto? Wyrąbać cały otaczający ich las? Czy może musi po prostu rozśmieszyć kupca? O! Albo uwolnić księżniczkę z zamku w którym zamknął ją jej zły ojciec, tak to by było zabawne.
- Co to za przysługa?
- Za dwanaście dni wyruszysz do stolicy położonej piędziesiąt mil na północny wschód od tego miasta. Dostaniesz odemnie list który przekażesz królowi ? a jeśli go nie będzie, poczekasz na niego tyle ile będzie trzeba. Oczywiście, dostaniesz kilka monet, żebyś miał za co kupić sobię coś do jedzenia ? nie chcemy przecież żebyś nie dowiózł listu i zgubił tak piękny miecz. Dokładniej omówimy to dzień przed twoim wyjazdem. ? uśmiechnął się kupiec. ? Oczywiście jeśli się zgodzisz ? dodał.
- I to tyle? ? oczy chłopaka rozszerzyły się do takiego poziomu że śmiało można było rzec iż za chwile mu wylezą z orbit. Chciał się wyrwać z tej wsi ? i teraz jedyne co musiał zrobić to jechać marne kilka dni i przekazać jakiś list. Za to co sam chętnie by zrobił, dostanie nagrodę wartą bardzo wiele złota. Z całych sił próbował zobaczyć jakiś podstęp, haczyk w tej propozycji. Dlaczego właśnie on? Dlaczego za byle podróż taka nagroda? Nie, tu musiało być coś nieczystego. ? Dlaczego właśnie ja? Czemu taka nagroda za taką podróż? Nie możesz sam dojechać do stolicy? ? Grad pytań posypał się na handlarza, lecz on jedynie się uśmiechnął i powiedział jedynie.
- Warunek jest taki że nie zadajesz żadnych pytań, ani nie otworzysz tego listu w trakcie podróży ? król zauważy złamaną woskową pieczęć nie myśl że nie, a wtedy surowo cię ukarze. A ja znajdę cię gdziekolwiek byś nie był jeśli nie dostarczysz listu tylko uciekniesz. Z resztą wątpię żebyś miał gdzie uciec... ? kupiec prawił tak dalej aż młodzian przestał go słuchać. Myślał tylko o tym jaki może być podstęp w tej ofercie. Zgodzi się, mimo całej niepewności zgodzi się ? nie chciał spędzić resztę życia kradnąc, żyjąc w biedzie i tym bardziej siedząc w tym cholernym siole które doprowadzało go do szału. - ...i wreszcie jak dotrzesz do tego miasta król wyryję twoję imię i imię które nagasz tej klindze na tym mieczu. ? Te słowa przyciągnęły uwagę chłopca, zaczął marzyć. Wyobrażał sobię siebie przechylającego szalę zwycięstwa w wielkich bitwach w jakich będzie uczęstniczył. ? Znaczy się, każe wyryć kowalom a nie wyryję sam. To jak będzie? Chcesz wykonać tę misję?
- Tak, ? nie wachał się ani chwili dłużej. ? za dwanaście dni mówisz Panie, że wyruszę? Zgadzam się.
- Dokładniej omówimy twoją podróż dzień przed twoim wyjazdem. Będę czekał na ciebie godzinę przed wschodem słońca w tym samym miejscu gdzie teraz rozmawiamy. ? Kupiec obrzucił chłopaka spokojnym spojrzeniem, schował miecz do pochwy, która wyglądała jak futerał do zwykłego miecza i odprawił go machnięciem nadgarstka. Uradowany, Achacy kiwnął jedynie i odszedł szybkim krokiem. Zmierzał w kierunku szkoły, nie będzie uciekał te ostatnie kilka dni. Z resztą dziś jest lekcja szermierki a tą lekcję mieli tylko raz w tygodniu. Chciał nauczyć się czegoś pożytecznego ? w końcu niedługo będzie miał miecz i musi nauczyć się władać chociażby zwykłym długim mieczem. Dotarł do szkoły w dość krótkim czasie ? 15 minut. Kiedy zobaczył tylko stary budynek szkoły od razu spadł mu humor. Po cholere on w ogóle chodzi do tej szkoły? ? Myślał nieraz chłopak. Szkoła była niewielką, wysokości około pięćdziesięciu stóp i szerokości nieco dłuższej bo aż osiemdziesiąt stóp, namiastką prawdziwej szkoły jaka powinna być w prawdziwych miastach. Cały budytek szkoły otaczał niski drewniany płot, który zapewne przeskoczyłby nawet silniejszy pies. Po prawej stronie znienawidzonego przez chłopaka miejsca stał w szeregu około dwóch tuzinów manekinów służących do teningów władania bronią białą. Każdy w szkole wybierał sobię jaką bronią chce się nauczyć władać i drewniany, albo (jak ktoś miał szczęście) dostawał żelazny, zardzewiały, nieostry prototyp broni. Achacy wachał się tylko chwilę ? chciał bowiem nauczyć się władać i toporem i mieczem długim ? wybrał długi miecz ponieważ topór kojarzył mu się nieco z barbażyńcami z dalekich krajów. Po lewej stronie stało wielkie drewno, ten pomysł zdaniem chłopaka był najgłupszy z możliwych ? uczono młodych mężczyzn jak należy rąbać drzewo i gdzie uderzać, jakby sami byli bezmózgimi imbecylami i nie wiedzieli jak mają się zamachnąć. Z resztą w miasteczku każdy drwal był uważany a nieco przygłupiego mięśniaka który sprzedajac drewno potrafi dobrze zarabiać ? idealny mąż, tępy i zarabiający. Wchodząc do budynku szkolnego poirytowany chłopak zobaczył to co zwykle: wielki hol w którym były tylko miejsca do siedzenia. W tej Sali przeprowadzano większość lekcji nie związanych z ruchem i wysiłkiem fizycznym. Najczęściej wszycy ustawiali skrzypiące krzesełka w półokręgu a nauczyciel z zadartą głową opowiadający stawał przed ignorującymi go dziećmi i prowadził lekcję. Wykłady najczęściej były niepotwierdzonymi faktami z opowieści ministreli, których Achacy nie miał sił już słuchać ? uważał je za bezsensownie głupie. Chłopiec zawsze przychodził na lekcję pierwszy lecz tym razem kiedy on wszedł wszyscy już byli na swoich miejscach ? chyba rozmowa z tajemniczym handlarzem trwała dłużej niż mu się to wydawało. Większa część chłopaków powitało go kiwnięciami głów i tylko jedna niewysoka postać szeroko się uśmiechnęła i okrzyknęła go ?Hej Achacy !?. To był młody dojrzewający mężczyzna, włosy miał jasne, twarz owalną pokrytą piegami, oczy szmaragdowe, postury był krępej, barki szersze niż u Achacego. Ubrany był w wełniane workowate spodnie z których juz wyrósł, lecz dalej je nosił. Na nogach miał buty wiązane z materiału a na tors miał narzucony szary materiał nie potrafiący zasłużyć na nazwę koszuli czy swetra. Jasnowłosy przywitał młodziana którego przywołał do siebie serdecznym uściśnięciem dłoni, uśmiechneli się do siebie nawzajem a następnie zajęli miejsca które pilnował zielonooki chłopak. Z roku Sali gapił się na niech spode łba chłopak którego wcześniej żaden z przyjaciół nie widział. Jakiś nowy?
- Słyszysz? Sid, widzisz tamtego co stoi w kącie, kto to?
- To jest... ? chłopak zwany Sidem zmarszczył czoło zastanawiając się ? Nie wiem, nie widziałem go nigdy wcześniej. Może to jakiś nowoprzybyły. Pewnie niedługo się dowiemy tak czy inaczej a na razie poczekajmy na naszego minstrela. ? Tak Sid nazywał nauczyciela. Tak na prawdę jego prawdziwe imię brzmiało Sidorow, lecz on nie lubił jak się tak go nazywało i stąd powstało Sid, wygodniejsze w wymowie i zdrobnienie które lubił ten chłopak. Achacy oparł się wygodniej o oparcie krzesełka i oddał się wspomnieniom nie zwracając uwagę na nauczyciela który wszedł ani na trwającą lekcję. Nie zwrócił uwagi nawet na trącającego go przyjaciela który mówił coś żartobliwie. Przed jego oczami powstawały obrazy tak radosne, że były aż zgorzkniałe. Mały dzieciak bawiący się z ojcem nad rzeką, biegali, śmiali się i uśmiechali do siebie czule. Obraz dzieci bawiących się w chowanego i wspomnienia pierwszej nieśmiałej miłości. Najgorsze w przyszłości było to, że kiedy sobie przypominał wszystko wyglądało trzy razy piękniej niż było na prawdę, a było pięknie. Nikt nie mógł przewidzieć nieuchylności losu który postanowił zamanewrować życiem chłopaka i skręcić na zły tor. Śmierć matki była śmiercią części jego samego, musiał żyć po to by przeżyć, wstydzić się za swoje czyny na każdym kroku. Przysięgać samemu sobie i łamać te przysięgi. Smutne myśli, po co o tym myślał? Trzeba żyć. W tej chwili ktoś trącił go w żebro łokciem. Zwrócił głowę w kierunku tego nieuprzejmego gestu i ujrzał swojego przyjaciela trącającego go który coraz bardziej się denerwował.
- Lekcja się skończyła, czas na szermierkę ! Powinieneś przestać odlatywać bo gdyby nie ja siedziałbyś tu jeszcze pewnie godzinę. No chodź już. ? Uśmiechnął się kącikiem ust i wstał. Achacy ruszył za nim szybkim krokiem mijając nastoletnich ludzi którzy powoli zaczęli tworzyć tłok przed wyjściem z budynku zwanego szkołą. Kiedy już wszyscy zebrali się na zewnątrz tajemniczo ? jak to czesto robił ? przed wszystkich wyszedł nauczyciel szermierki, stary często nazywany dziadkiem, mężczyzna liczacy sobie około pięćdziesięciu wiosen. Nabrał powierza do płuc momentalnie uciszając tłum unosząc dłoń. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę słuchając tego co miał powiedzieć.
- Witam was przyszli żołnierze, bohaterowie i mistrzowie posługiwania się bronią białą. ? Zaczął oficjalnie jak zwykle serdecznym tonem. Nie było prawie nikogo kto nie lubił by tego nauczyciela, potrafił on dokładnie wytłumaczyć podstawy władania bronią i jednocześnie nigdy nikogo nie obraził. Mały człowieczek mimo swoich pięćdziesięciu lat miał więcej siły niż najsilniejsi chłopcy z zebranych. - Dziś mamy gościa, Drezak Mieczoręki ma na imię i możecie się moi drodzy domyślić dlaczego jest tutaj z nami. Nie każdy ma tak dźwięczny przydomek. A więc, proszę uprzejmię naszego gościa aby wystąpił z tłumu. ? Gdzieś po lewej stronie młodzi mężczyźni zaczęli się rozstępywać przepuszczając przed siebie chłopaka którego Sid określił jako nowoprzybyłego.
Chłopak kruczoczarnej karnacji włosów siedział na krzesełku w pokoju. Była noc, jedynym światłem w pomieszczeniu była świeczka która stała na kanciastym drewnianym stole przed młodym mężczyźnie. Zawsze kiedy miał pójść spać siadał i trawił miniony dzień. Kac kiedy się obudził, handlarz który pojawił się skądś i przywiózł Achacemu nadzieję. Nadzieję na uwolnienie się z tej katorgi ? z tego cholernego miejsca w którym mieszkał. Wolność od niedbającego ojczyma który chciał się tylko go pozbyć.

diegorrr
diegorrr
  7 maja 2009

co do tych dziwnych znaków zapytania to muszę was przeprosić - nie poprawiajcie je bo to są te długie myślniki które robi Microsoft word, fora nie potrafią je otworzyć i dlatego dają jako znaki zapytania.

yelus
yelus
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: W mieście, które trudno nazwać miastem bo wyglądało ono raczej jak wieś

:wtf:
trochę absurdalne zdanie. dalej nie che mi się czytać
diegorrr
diegorrr
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: diegorrr:W mieście, które trudno nazwać miastem bo wyglądało ono raczej jak wieś trochę absurdalne zdanie. dalej nie che mi się czytać


Tyś jest jakiś nieplastyczny. Weźmy na przykład taką Ostrołękę (miasto w którym mieszkam). 60 tysięcy mieszkańców, prawa miasta - prawnie jest to miasto, ale wygląda jak wieś, dlatego trudno to nazwać miastem. Kiego ch u j a się w takim razie w ogóle wypowiadasz jak nie ci się nie chcę? Nie chcesz - nie pisz w ogóle. Nie wymagam pomocy przecież od nikogo.
yelus
yelus
  7 maja 2009

nie chodzi mi o Twoje miasto tylko o zdanie, które jest niepoprawnie zbudowane,
w takim sęsie, że w sumie to jest bez sensu. i kolego nie unoś się proszę

Konto usunięte
Konto usunięte: Nie wymagam pomocy przecież od nikogo

w takim razie po co założyłeś temat?
EverybodyLies1
EverybodyLies1
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: W mieście, które trudno nazwać miastem bo wyglądało ono raczej jak wieś


Konto usunięte
Konto usunięte: grube nienaturalnej wielkości drzewa otaczające tę wieś.

to w końcu wieś czy miasto wyglądające jak wieś??
powerorginal
powerorginal
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: najbogatsi pozwolić sobie mogli na takowe meble, a najbogatsi na takie domy.

yyyy

Konto usunięte
Konto usunięte: Były to jedynie plotki powstałe w winiku braku jakiegokolwiek jego łuku gdziekolwiek.

heheh dosc nie czytam dalej ... masakra ... haahah i ty chcesz miec 5 ?? po co .... ja wole miec 2 i cos umiec niz 5 i nie umiec nic ...
tak w ogóle piszesz pierdo..ly

Konto usunięte
Konto usunięte: . Prośbę swą motywuję nadmiernym lenistwem

ale napisac to cale na forum to juz CI sie chcialo ...
powerorginal
powerorginal
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: to w końcu wieś czy miasto wyglądające jak wieś??

Moze to miasto nazywa sie "Wies"
diegorrr
diegorrr
  7 maja 2009

Musiałem się zagalopować...

Konto usunięte
Konto usunięte: diegorrr: najbogatsi pozwolić sobie mogli na takowe meble, a najbogatsi na takie domy. yyyy


Prosiłem przecież o pomoc w poprawianiu literówek. miało być, bogaci pozwolić sobie mogli...
diegorrr
diegorrr
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: to w końcu wieś czy miasto wyglądające jak wieś??


Wieś wyglądające jak miasto - przez narratora nazwane wsią.
EverybodyLies1
EverybodyLies1
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: Moze to miasto nazywa sie "Wies"

hah możliwe, aczkolwiek rezygnuje:)

błędy bym poprawiła z miłą chęcią, bo lubię to robić, ale po przeczytaniu połowy rezygnuję, bo według mnie to nie zasługuje na 5 ooo :)
19agunia292
19agunia292
  7 maja 2009

nie powtarzaj co chwile tych samych slow.... np

Konto usunięte
Konto usunięte: Drzewa otaczające tę wieś i w ogóle drewno z drzew w całym lesie


Konto usunięte
Konto usunięte: Naprzeciwko chłopaka liczącego sobie zaledwie czternaście wiosen, który stał krok naprzeciw łóżka
powerorginal
powerorginal
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: hah możliwe, aczkolwiek rezygnuje:)

ja tez :) jeszcze przez to przypalilem sobie kurczaka :nie:
bomigoraco
Posty: 4669 (po ~46 znaków)
Reputacja: 0 | BluzgometrTM: 82
bomigoraco
  7 maja 2009

nie umiem czytać :lol2:

24.XII.2010 :zakochany:

powerorginal
powerorginal
  7 maja 2009
Konto usunięte
Konto usunięte: nie umiem czytać

oj twoje szczescie :)
Dyskusja na ten temat została zakończona lub też od 30 dni nikt nie brał udziału w dyskusji w tym wątku.