| Fotka.com
MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017 (pierwszy post)

Anastazja
Anasta
Do czego ludzie dążą (antyrozum )

Program Boga od momentu jego stworzenia przez bezkres lat nie miał zakłóceń. Ja to akceptuję. Jeśli ludzkość stoi na ścieżce absurdalnego rozwoju, to najlepiej uśpić ich na samym początku ich poczynań. Być może nowa cywilizacja na Ziemi zrozumie swoje przeznaczenie, a my wtedy zrozumiemy też. Wszechświat będzie świadkiem nowych czynów, a nie dzisiejszego prymitywizmu. Niejeden już raz następowały na Ziemi katastrofy, które zmywały brud zgromadzony przez człowieka. Kogo pragniesz ratować? Ludzkość, która w przyszłości będzie własnymi rękoma stwarzała piekło sobie oraz wszystkim zamieszkującym Ziemię. Mam ci przypomnieć, dokąd w przyszłości zawlecze ich rozwój technokratyczny? Przypomnieć? Czemu milczysz? Aha! Twardniejesz! Już ciężko jest ci mówić? No to milcz. Stój jak bałwan kamienny i patrz. Pooglądaj obrazy z życia ludzi w przyszłości, tych ludzi, których tak pragniesz uratować. Zawsze podziwiałem ich głupotę, absurd i bezsensowną krzątaninę. O, ty nie lubisz patrzeć na te obrazki. No to teraz patrz, mój nieruchomy, kamieniejący bracie. Popatrz! Albo nie, najpierw posłuchaj tego, czego słuchać nie lubisz. Jeśli ci, którzy uciekli z doliny, nie zostaną zniszczeni, to podążą drogą rozwoju technokratycznego. Będą się rozmnażać i z pokolenia na pokolenie rujnować, niszczyć i zakłócać wielką harmonię Ziemi. Do tego jeszcze będą zabijać zwierzęta, które zostały ludziom dane do pomocy. Zbudują mnóstwo różnych bezdusznych maszyn z żywej materii. Czyny te będą nazywać wielkimi słowami, takimi jak rozwój, postęp nauki, i będą wkładać w te słowa sens rozwoju mądrego. Tak więc mają mózgi? Rozwój przebiega prawidłowo? Oni, jak szaleńcy, będą niszczyć najdoskonalsze dzieła Stwórcy, a swoje barbarzyńskie uczynki nazywać "progresem". Oni są chorzy! W
ich mózgi wniknął wirus! Epidemia ta zniszczy całą ludzkość. Wirus ten jest gorszy od wszystkiego, co znajduje się na Ziemi. On niesie zagrożenie całemu Wszechświatowi. Nazwa jego... Już wiesz, jakie słowo wypowiem? Niejeden raz mnie błagałeś, bym nie powtarzał tego, odwracałeś się ode mnie, próbowałeś odchodzić na bok, ale teraz się nie odwrócisz i nie odejdziesz. Całą cywilizację
zarazi... antyrozum. Zarażona antyrozumem ludzkość wejdzie w jego wymiar, zacznie tworzyć niedościgłe w swej głupocie i obrzydliwości uczynki, ubierając je w słowa "progres", "doskonałość", "piękno", "racjonalność", "duchowość". Sprytnie? Chyba bez wizualizacji się nie obejdzie. Teraz patrz!
Ciemnowłosy młodzieniec oznaczył ręką w powietrzu kwadrat, w którym natychmiast pojawił się hologram. Na nim ukazany był dwunastopiętrowy budynek w trakcie budowy. Dwa dźwigi podnosiły na górę materiały budowlane. Przez otwory okienne można było zobaczyć ubranych w pomarańczowe i niebieskie kombinezony robotników, którzy wykonywali prace wewnętrzne. To niezrozumiałe
mnóstwo komórek będą oni nazywać domem. Antyrozum zmienia ludzi w anty-ludzi. Oni zniekształcili pojęcie i sens, stojące za słowami "mój dom".
Dom, który jest żywą przestrzenią sformowaną myślą człowieka, odzwierciedlającąjego zdolności umysłowe, zastąpili sztuczną kamienną komórką i nazwali ją, jakby kpiąc z rozumu, domem. Wszechświat nie potrzebuje ich ograniczonych myśli. One stają się pożywką dla antyrozumu, rozwijając i wzmacniając jego potęgę. Pożywka staje się coraz większa.
Od horyzontu do horyzontu powstawały hologramy: na nich wyświetlały się obrazy budowanych bloków ze sztucznymi kamiennymi komórkami. Niektóre z nich niszczały, a na ich miejscu ludzie w pomarańczowych kombinezonach budowali jeszcze wyższe kamienne bloki z mnóstwem komórek.
- Za prawo do zamieszkania w nich ludzie będą czynić coś, co nie przystoi rozumnej istocie -człowiekowi! Dzieciom Boga! Boginiom! Spójrz, mój jasnolicy bracie, popatrz na ich czyny!
Ciemnowłosy młodzieniec machnął ręką i pojawił się następny hologram. Tym razem pokazany był supermarket, w którym wielu ludzi robiło zakupy, wkładało je do dużych wózków i podchodziło do jednej z szeregu kas, żeby zapłacić za towar.
- To są istoty z kamiennych komórek. Codziennie zajmują się wszelkiego rodzaju niepotrzebnymi dla ich umysłu zajęciami i nazywają to pracą. Za tę pracę otrzymują papierki nazywane pieniędzmi i tu, jak widzisz, wymieniają je na jedzenie. Bóg od początku stworzył wszystko tak, żeby rozumny człowiek mógł tylko wyciągnąć rękę i wziąć Boski wytwór, jaki mu się podoba, i z przyjemnością zjeść, wzmacniając swoją energię i zaspokajając ciało. Niestety, oni zmienili sposób życia do takiego stopnia, że nie mają obok siebie pożywienia danego od Boga. Jedzenie, które nabywają za papierki, nie zawiera Boskiej energii. Istot,
które stworzyły taki obraz życia, nie można nazywać rozumnymi. Ich sposób życia jest produktem an-tyrozumu.

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Obraz na hologramie zmienił się, teraz pokazywał kasjerkę. Jeden po drugim podchodzili do niejklienci i wykładali wszelkiego rodzaju kostki, pudełka, słoiki i butelki. Kasjerka mówiła z uśmiechem do każdego "Dzień dobry", rejestrowała przez kasę towary, skanując cenę każdego z nich, brała pieniądze i na pożegnanie mówiła: "Dziękuję", "Zapraszamy ponownie", i uśmiechała się do klienta.
Nagle na hologramie została pokazana w dużym powiększeniu twarz kobiety w momencie, kiedy odwróciła się od stojących w kolejce i schyliła do podłogi, żeby podnieść reklamówkę. Tylko na parę sekund odwróciła się od stojących przed nią klientów, a jej twarz przybrała wyraz znudzenia i pokornej bezradności. Przymknęła powieki, co zdradzało nieludzkie zmęczenie. Jedną ręką podniosła reklamówkę, a drugą przycisnęła do boku i skrzywiła się z bólu. Trwało to chwilę, a kiedy odwróciła
się do klientów, na jej twarzy znowu był uśmiech i znów powtarzała: "Dzień dobry", "Zapraszamy ponownie".
Ciemnowłosy młodzieniec skomentował:
- Widzisz, bracie, oto przed tobą istota, którą nazywasz boginią.
Siedzi przed aparatem składającym się z mnóstwa śrubek i przewodów, ale sama jest mniej doskonała niż te śrubki. Aparat nie ma duszy, rozumu, działa zgodnie z programem. Istota siedzi przed nim dwanaście godzin, naciska klawisze i mówi do każdego "Dziękuję". Za co każdemu dziękuje? A za nic, po prostu też jest automatem. Powinna mieć rozum, a ona siedzi po dwanaście godzin i tłucze po klawiszach. Będzie tak robić przez połowę życia, żeby w końcu trafić do betonowej
komórki. Rozum nie pozwoliłby na coś takiego, a więc w niej siedzi wirus antyrozumu, a kobieta nie jest człowiekiem, lecz antyczłowiekiem i znajduje się w wymiarze antyrozumu. Jej narządy zostały zaatakowane, ona nie dostarcza organizmowi dobrego pożywienia, w jej żyłach gęstnieje krew, zaburza się krążenie z powodu siedzenia po dwanaście godzin na dobę. Ona wygląda starzej niż
powinna. Zobacz, jak powinna wyglądać w tym wieku, znajdując się w wymiarze Rozumu i będąc człowiekiem. Zaraz ją pokażę w naturalnym wymiarze i w tym samym wieku. Na kwadracie hologramu smukła, o blond włosach piękność biegła wzdłuż strumienia do swego synka. Dobiegła do niego, chwyciła go na ręce i zakręciła się, śmiejąc szczęśliwie. Te dwie kobiety, żyjące w różnych wymiarach, niewiele były podobne do siebie.
- Powiesz, że to była tylko pojedyncza sytuacja, wcale nie typowa dla ludzi? No to popatrz!
Ciemnowłosy rozłożył ręce na boki, poszerzając hologram aż po horyzont, i na nim pojawiły się setki tysięcy ludzi, siedzących szeregami przy różnych urządzeniach i stukających w klawisze. To byli różni ludzie: bardzo młode dziewczyny, starsze kobiety, czasem też mężczyźni. W górnym rogu pojawiało się słońce, zmienił je księżyc, i znowu słońce, i znowu księżyc. Dzienne i nocne planety odmierzały dni, miesiące i lata, a ludzie na zmianę pukali w klawisze i powtarzali jak roboty: dzień dobry, dziękuję, zapraszamy ponownie.
- Zobacz, mój bracie, teraz będzie jeszcze ciekawiej. Zobaczysz przyszłość ludzi.
W przestrzeni pojawił się hologram, na którym biegł człowiek z mieczem w ręce i ze zmienioną złością twarzą. Obraz się zmienił i na ekranie leżał na ziemi w błocie żołnierz i strzelał z broni maszynowej. Następnie ukazało się trzech mężczyzn, którzy strzelali z działa. I nagle cała przestrzeń aż do horyzontu wypełniła się ludźmi, byli mali, żeby więcej się zmieściło. Oni mieczami, widłami, kosami, bronią maszynową i działami zabijali siebie nawzajem, dusili i kopali. A z góry na ten tłum z samolotów spadały bomby, które wybuchały, wznosząc w górę szczątki porozrywanych ciał i ziemię.
- Czy do tego chaosu doprowadziły istoty rozumne, mój bracie? Oni są antyrozumni jeszcze z tego powodu, że usprawiedliwiają swoje czyny, nazywając to wojną. Najbardziej bezwzględnym będą dawać odznaczenia, które ci będą dumnie nosić na piersi. Nauczą się pisać ustawy usprawiedliwiające tę nie kończącą się przez wieki walkę.
Ciemnowłosy znowu machnął ręką i w przestrzeni pojawił się hologram podzielony na mnóstwo kwaratów pokazujących rozmaitego typu sale, w których siedzieli ludzie i słuchali przemawiających z trybun.
- To, co tu widzisz, nosi różne nazwy: kongres, parlament, duma, izba - ale sens pozostaje ten sam. Widzisz siedzących tam ludzi, bracie? Jeszcze możesz widzieć, więc popatrz. Ludzie ci piszą ustawy dla różnych narodów i - można powiedzieć - dla całej ludzkości. Oni tak piszą przez tysiąclecia, wciąż jednak nie mają i mieć nie mogą dobrych ustaw, czy to rozumiesz, mój bracie? Na pewno
rozumiesz!
Ciemnowłosy się zaśmiał. Jego złośliwy śmiech wypełnił dolinę i odbił się echem o pasmo gór. Nagle przestał się śmiał i, zwracając się ku siedzącym w hologramie ludziom, tak jakby mogli go usłyszeć i zrozumieć, krzyknął:
- Nigdy nie potraficie stworzyć doskonałych ustaw i przepisów, bo nie znacie najważniejszego. Nie znacie przeznaczenia każdego człowieka oraz całej ludzkości. Tylko trzema słowami wyraża się to przeznaczenie, przeznaczenie od Wszechświata. Jest podstawą wszystkich ustaw. Tylko ono jest osnową, która przyjmuje przepisy powstające na Ziemi lub je odrzuca jako zbędne. A wy nic o nim nie wiecie, wyście o nim zapomnieli.
Rozumiesz, bracie? Oni zapomnieli o tym, co jest najważniejsze, i teraz znajdują się w wymiarze antyrozumu. Zapomnieli, że ich przeznaczenie mieści się w trzech słowach. Jakie to słowa? Chcesz, żebym je wypowiedział? Chcesz? Pewnie, że chcesz, pragniesz tego, ty zawsze je wypowiadasz z nadzieją, że oni ciebie usłyszą i zrozumieją. Wypowiadasz je, ale oni nic nie słyszą. Nie słyszą dlatego, że znajdują się w wymiarze antyrozumu. A jeśli ja te słowa wygłoszę, jeśli zrobimy to razem - oni nas usłyszą, zaczną działać i znowu staną się ludźmi. Lecz nie licz na to, że ja je wypowiem. Niech oni obradują aż do następnej katastrofy na niespotykaną skalę i o wielkiej mocy. Będzie nadchodzić nieubłaganie, a oni poprzez swoje ustawy nie będą w stanie powstrzymać jej zbliżania się. Istoty te wiedzą, że ona nadchodzi, znają nawet jej przyczyny, lecz nie mogą, w żaden sposób nie mogą zmienić swojego obrazu życia. Pozornie są podobni do ludzi, lecz tylko z wyglądu. Oni sami - ty tylko pomyśl, mój bracie – oni sami przez wieki wymyślają różne mechanizmy zastępujące ludzkie zdolności. Zobacz, jak oni się zmieniają. W powietrzu powstał hologram, w którego prawej części znajdował się młodzian o pięknej, atletycznej budowie ciała, przykryty jedynie przepaską na biodrach. W lewej części była dziewczyna w krótkiej spódniczce splecionej z trawy. Pomiędzy nimi widniało koło wypełnione mnóstwem różnokolorowych kuleczek.
- W kole pokazuję ci zdolności, którymi od początku ludzie byli obdarzeni. Oni wiele potrafili...
Na hologramie dzień zmienił się w noc. Młodzieniec spojrzał na niebo i powiedział: ,,Dziś na niebie nade mną dziewięć miliardów i osiemdziesiąt dwie gwiazdy". "Mój ukochany - odparła dziewczyna - w tej chwili na niebie dziewięć miliardów i siemdziesiąt trzy gwiazdy. Jednej nie zauważyłeś, ona nie błyszczy jaskrawo, i tam będę czekać na ciebie. Na niej stworzymy przestrzeń miłości i wtedy
ledwo widoczna na razie nasza gwiazda zabłyśnie intensywnym “niebieskim światłem".
- Tak, to prawda, oni wiele mogli - komentował Ciemnowłosy ich pierwotne zdolności pozwalały im stworzyć wszystko, co tylko można było sobie wyobrazić. A nawet i to, czego nie ma w wyobraźni. Natomiast gdy tylko zaczną wymyślać nierozumne mechanizmy zastępujące ludzkie zdolności, zaczną tracić talenty sprezentowane im przez Boga.
Na hologramie to pojawiały się, to znikały urządzenia do liczenia, coraz bardziej "doskonałe", a w miarę ich przybywania zmniejszały się kolorowe kuleczki, aż niektóre z nich zredukowały się do czarnych kropek.
- Oni mogli już tylko spojrzeć na niebo, podliczyć gwiazdy, ale w swoich wynalazkach dojdą do tego, że "dwa plus dwa" będą liczyć na kalkulatorach.
Wymyślą telefon i stracą naturalną zdolność porozumiewania się na odległość, by określić miejsce, gdzie są ich ukochani. Zaczną wszczepiać do swoich ciał sztuczne mechanizmy - kontynuował Ciemnowłosy - coraz bardziej przemieniając się w prymitywną maszynę bez duszy. Nie można ich już nazwać ludźmi. Rozum mają zaciśnięty gdzieś wewnątrz, a nad nimi króluje antyrozum - jest
jednocześnie w nich i naokoło nich.
Popatrz, bracie, na mój ostatni obrazek.
Na hologramie pojawiła się mapa kuli ziemskiej, ta część, gdzie ludzie mieszkali w wielkich skupiskach. W każdym mieście, pomiędzy dużym nagromadzeniem budynków leżały drżące, poskręcane, grube macki jakiegoś niezwykłych rozmiarów potwora. Z milionów dziurek z każdej macki uwalniał się jakiś ciemnego koloru śmierdzący gaz. Ludzie jednak nie uciekali od tych koszmarnych
wydzielin, a wręcz przeciwnie – oddychali nimi. Budowali domy jak najbliżej tych macek. Czasami, jak gdyby z powodu wielkiego wysiłku, w różnych miejscach tych wydających smrodliwy zaduch macek pojawiały się pęknięcia, a ludzie rzucali się do nich, by je zatkać, zespolić, odbudować zdolności życiowe tego potwora.
- Widzisz, mój bracie, macki tego potwora? A może byś chciał, żebym ci pokazał ciało potwora pokrywającego cały świat? Ty nie chcesz nawet myśleć o tym i mówić. Ale powiem, gdzie jest to ciało niosące śmierć. Powiem, skąd te macki pochodzą. One wychodzą z mózgu tych istot, które kiedyś były uważane za rozumnych ludzi. Ciało monstrum jest w ich głowach, tam się to wszystko zaczyna.
Oni są dumni z siebie i z tego potwora niosącego śmierć, oni go strzegą i piastują. Nazywają go autostradą, dobrą drogą - zaśmiał się Ciemnowłosy. - Oto ona, przyszłość ludzkości! A ty pragniesz uratować istoty dążące ku wymiarowi antyrozumu i skazać je tym samym na taki los? - zapytał
Ciemnowłosy i zwrócił się do brata, trzymającego przed upadkiem granitową bryłę.
Naokoło tej bryły woda nie ściekała kroplami, lecz cienkimi strumieniami. Ciało jasnowłosego młodzieńca kamieniało coraz bardziej. Nawet mięśnie twarzy stwardniały i nie mógł już mówić ani mrugnąć powiekami. I tylko jego niebieskie oczy, jeszcze żywe, patrzyły na obrazy przyszłości ludzkości.
Ciemnowłosy podłożył dłoń pod strumyk wody i powiedział zjadliwie:
- Już bardzo mało czasu zostało do potopu, być może jeszcze zdążyłbym ci powiedzieć, mój bracie, cztery lub pięć fraz, ale nie będę mówić, bo ty już mnie nie słyszysz.
Ciemnowłosy rozłożył ręce na boki, zgiął je w łokciach, napinając mocne mięśnie, wstrząsnął głową, odrzucając do tyłu czarne włosy. Przez jakiś czas obserwował w milczeniu, jak się nasilają strumyki wody wokół bryły, którą podpierał swoim ciałem jego jasnowłosy brat, a potem rzekł:
- Czas, by odejść. Już czas. Teraz stanie się to, co miało się stać.
Ale... nie będzie tak.
Ciemnowłosy atleta podszedł do granitowej bryły, stanął obok swego brata i podparł granit ramionami. Mięśnie i żyły na jego ciele napięły się, ale on powoli prostował kolana, podnosząc bryłę. Woda na jej skrajach przestała się sączyć, aż spadła ostatnia kropelka. Przeciwieństwa Wszechświata połączyły się na niedługo i stworzyły jedność, zmieniając tym program Boga. Program Boga... A może tym swoim połączeniem bracia odkryli nowe możliwości programu? Burzliwy potok dotarł do niziny i niebezpieczeństwo zatopienia rodowej doliny Anasty minęło,
a jednocześnie minęło zagrożenie dla odchodzących stąd ludzi.
Skamieniałość jasnowłosego młodzieńca zaczęła ustępować i uśmiech rozświetlił jego twarz. Mógł już mówić.
- Dziękuję, bracie - powiedział z wysiłkiem Jasnowłosy.
- Nie trzeba dziękować. Katastrofa minęła, a oni teraz dojdą jeszcze dalej w swoim absurdalnym rozumieniu świata, będą uparcie budować antyświat. Będzie ich coraz więcej i nastąpi katastrofa na jeszcze większą skalę.
- Nie nastąpi, mój bracie. Na moment przed nią w Duszach ludzi obudzą się cząsteczki, uczucia,wiedza, które zostały rozproszone w przestrzeni przez dziewczynkę Anastę.
Kobiety i mężczyźni swoimi myślami zatrzymają niespotykaną dotąd katastrofę. Ludzie zamieszkujący wymiar antyrozumu nagle przejrzą. Zaczną budować na Ziemi nowy świat, jakiego do tej pory nikt nie widział.
Oni, posiadając doświadczenia antyrozumu i Rozumu, połączą w sobie te przeciwieństwa harmonijnie w jedność. Urzeczywistnią w materii i duchu marzenia Boskiego porywu. Nie tylko urzeczywistnią, lecz także dodadzą doskonałość swoich marzeń.
Anastazja zamilkła. Milczałem i ja. Próbowałem sobie uświadomić to, co usłyszałem i zobaczyłem. Minęła godzina lub dwie, zanim zadałem jej pytanie.
***

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Spotkanie ze swoim wizerunkiem, który był od zarania.
- Anastazjo, czy twoja opowieść o młodzieńcach Jasnowłosym i Ciemnowłosym oraz o tej dziew-
czynce Anaście opiera się na realnych zdarzeniach, czy to tylko wytwór twojej wyobraźni?
- Sam wybierz odpowiedź, Władimirze.
- Jak to sam? Tylko ty możesz powiedzieć, czy to rzeczywistość, czy tylko twoja wyobraźnia.
- Odpowiedz, Władimirze, czy dowiedziałeś się czegoś nowego, czy przybyła ci jakaś informa-
cja?
- Oczywiście! I informacja, i obrazy, i to jeszcze jakie!
- Jeśli jest informacja, to jest i jej źródło.
- Owszem, źródło być musi.
- Informacja - to obraz, a obraz to informacja. Jeśli komukolwiek będzie zależało, aby zniszczyć
w tobie informację, to postara się ci udowodnić, że taki obraz w realnym życiu nie istnieje. I gdy tylko
przystaniesz na nierealność obrazu, natychmiast sam zniszczysz w sobie pobraną z niego informa-
cję.
- No dobrze, a jeżeli jakiś obraz zostanie stworzony przez człowieka, to od kogo pochodzi infor-
macja? - Od obrazu.
- Dlaczego od obrazu? Przecież stworzył go konkretny człowiek.
- Jeśli na przykład urodziło ci się dziecko, które przyniosło tobie i innym ludziom nową informa-
cję, to kto w tym przypadku będzie jej źródłem?
- Jasne, że dziecko. Ale dziecko, które ma materialne ciało, nie jest obrazem. Obraz
niekoniecznie musi być materialny.
- Uważasz, że różnica polega tylko na tym, że pierwszy obiekt jest naterialny, a drugi nie?
- Może nie do końca, jednak ciało odbieramy jako coś normaInego.
- Widziane przez ciebie ciało nie zawiera w sobie pełnego dowodu, poza tym może cię
wprowadzić w błąd.
- Masz rację, może! W kodeksie karnym jest taki paragraf dotyczący oszustwa, gdy przestępca -
mający ciało - oszukuje ofiarę w jakimś celu. Wydaje mi się, że zrozumiałem. Jeśli informacja się po-
jawiła i jeśli pochodzi od obrazu, to to, co w niej zawarte, już istnieje i należy ją analizować. Natomi-
ast kiedy zaczynamy rozważać, czy coś istnieje, czy nie, wtedy marnujemy tylko czas i samego
siebie pozbawiamy cennej wiedzy.
- Dobrze zrozumiałeś, Władimirze.
– Tylko jedno nie całkiem jest dla mnie jasne. Skoro każdy człowiek może wymyślić obraz, wiz-
ualizować go i on zacznie istnieć, to ile się trzeba naszukać, żeby znaleźć tę prawdziwą informację.
– Wcale nie dużo. Wymyślić obraz, rzeczywiście, potrafi każdy człowiek, ale nie każdy może
przyjąć ludzi duszą i sercem.
- No tak. Masz rację, nie każdy. Dziękuję ci, Anastazjo, opowiadasz bardzo ciekawie. Powiedz
jeszcze o obrazie, czym on, twoim zdaniem, jest?
– Człowiek samym sobą przedstawia nic innego jak zmaterializowany obraz, a będąc takim
obrazem, sam może swoją myślą tworzyć i materializować kolejne obrazy. Właśnie w tym tkwi jego,
niepokonana przez nic i nikogo, siła Wszechświata. Jeżeli człowiek nie rozumie, ani nawet nie
uświadamia sobie zdolności i talentów danych mu przez Stwórcę, to blokuje swoją wielką moc, ulegając
wpływom obrazów innych, materializując pomysły innych, aż do zniszczenia własnego “ja", samego
siebie, swojego rodu, kraju i całej planety.
Współczesny sztuczny, technokratyczny świat został stworzony przez człowieka za pomocą en-
38
ergii obrazów, podsuniętych mu przez jego antypodów. Życie sztucznego wszechświata jest nietr-
wałe. Nawet najdoskonalsze urządzenia, budynki lub inne przedmioty z każdą sekundą coraz
bardziej się starzeją i w krótkim czasie, niekiedy po kilku latach zmieniają się w proch, a nawet
gorzej: w szkodliwe dla człowieka odpady.
Człowiek żyjący w tym sztucznym świecie też staje się słabszy, ponieważ trudno mu, kiedy pa-
trzy na mnóstwo przedmiotów niszczejących z każdą chwilą i pozbawionych zdolności do regener-
acji, chociażby wyobrazić sobie życie wieczne, stworzyć obraz własnej wieczności i taki obraz
zmaterializować.
Świat przyrody, który widzimy, istnieje nie od miliardów lat, ale znacznie dłużej, ponieważ istniał
od początku w niezmaterializowanym obrazie. Naukowcy, wyliczywszy wiek Ziemi, tak naprawdę
określili datę nie jej powstania, lecz jedynie materializacji jako jednego z etapów życia Ziemi. Świat
natury posiada zdolność do samoodradzania i zdolność ta czyni go wiecznym. Stwórca, stworzywszy
wieczność, sam jest wieczny. Jest alfa i omega, i znowu alfa. Wielu ludzi może się zastanawiać: co
było przed narodzinami Stwórcy, wielu Jego niezwykłych energii? Wcześniej nie istniało nic. Nic! Ale
przypomnij sobie, co powiedział Stwórca o ,,niczym" swojemu synowi: "Z niczego powstaną nowe
wspaniałe twoje narodziny, odzwierciedlając twoje dążenia Duszy i marzenia. Synu mój, tyś
nieskończony, tyś wieczny, w tobie marzenia tworzące zawarte". Czyli jeśli z "niczego" powstaje coś,
to znaczy, że i "nic" uczestniczy w narodzinach. Zrodzony także z "niczego" Stwórca zamknął koło i
przedstawił obraz człowieka wieczności. Wiedza, zrozumienie i odczucie w sobie energii obrazów
pozwala człowiekowi nie umierać, lecz zasypiać słodkim snem. Następnie, budząc się, człowiek
urzeczywistnia się we właściwym dla siebie miejscu, czasie i obrazie stworzonym przed zaśnięciem.
Wiedza o obrazowości doprowadza do zrozumienia całej budowy świata stworzonego przez Stwórcę
i do tworzenia nowych, wspaniałych form życia. Niewiedza i niezrozumienie nauki o obrazach
nieuchronnie doprowadzi do złych relacji ze światem natury i do zbudowania sztucznego, prymity-
wnego, nienaturalnego środowiska.
Niewiedza ta czyni państwa i narody zabawkami, figurami szachowymi w rękach tych, którzy
posiedli tę wielką wiedzę.
- Anastazjo, przecież obrazy mogą być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Jak można
odróżnić, który niesie dobrą, korzystną informację, a który dezinformuje dla własnego zysku?
- Sobą, obrazem własnym odróżnisz wagę każdej z nich, oddzielisz ziarno od plew.
- To znaczy, że każdy człowiek posiada swój obraz?
- Oczywiście, Władimirze! Każdy człowiek ma swój własny obraz i każdy z tych obrazów jest
inny. Gdyby każdy człowiek zachował swój pierwotny obraz, to jak teraz wyglądałby świat? Powiedz,
Władimirze.
- Pierwotny? Czyli każdy człowiek ma jeszcze albo miał swój pierwotny obraz? Jaki on był?
- Boski! Taki stworzył nasz rodzic - Stwórca - w porywie natchnienia.
- Czy więc był Bogiem ten nasz pierwotny obraz?
- Był synem Bożym i nadal nim jest.
- Gdzie się podział ten pierwotny obraz człowieka? Obrazy pijaków, narkomanów wszędzie
można spotkać na ulicach. Obrazy prostytutek przy drogach. W programach telewizyjnych też różne
obrazy stroją miny. Ale gdzie można zobaczyć ten prawdziwy, pierwotny obraz?
- W sobie! Sam go sobie wyobraź. Idź w jego stronę. On też ku tobie podąży z radością. Ta
droga będzie radosna. Zbliżając się powoli, pewnego dnia spotkacie się. Połączycie! Chroń swój pier-
wotny obraz, nie obnoś się z nim.
- Jak mogę go sobie wyobrazić? Ciągle dochodzą informacje o niedoskonałości człowieka. Raz
mówią, że jest niewolnikiem, barankiem wiecznym, innym razem, że jest królikiem doświadczalnym.
A w pewnym czasopiśmie był artykuł o tym, że ludzi stworzyli przybysze z innej planety, aby móc się
żywić ludzką energią, a jeszcze ich uczą jak niemądrych.
- Jeśli chcesz być nierozumny, możesz im wierzyć. Uwierzysz, że jesteś niewolnikiem - prze-
rodzisz się w niewolnika. Jeśli uwierzysz, że twoją energią ktoś wbrew twojej woli się odżywia, to
będziesz więdnąć, naprawdę oddasz swoją energię. Istnieje wszystko to, co ty uważasz za istniejące.
Od momentu narodzin znaczenie człowieka - syna Bożego - próbowano pomniejszać. Ale za-
uważ, że zawsze stoi za tym ktoś, kto samego siebie chce wywyższyć. Ten ktoś tak naprawdę nie ma
wielkich zalet, sam nie jest w stanie wznieść się ponad innych, pozostaje więc mu jedynie poniżać
39
wielkość ludzi i nie pozwolić im się rozwijać.
- Tak, Anastazjo, masz rację. Nie przypominam sobie żadnej książki ani filmu, w którym człowiek
byłby przedstawiony jako najsilniejsza istota we Wszechświecie. Zawsze tymi silniejszymi są
mieszkańcy innych planet, a jeśli już są to ludzie, to ich moc związana jest z siłami nadprzyrod-
zonymi. Teraz rozumiem, jaka presja wywierana jest przez długi czas na człowieka, i to nie przy-
padek. Ktoś ma w tym interes.
Gdyby człowiek rzeczywiście był taki słaby i nie posiadał nieznanej, zagadkowej dla tego "kogoś"
siły, to dlaczego ten "ktoś" miałby się go bać? Po co marnować tyle sił, żeby udowodnić coś wręcz
przeciwnego.
Jesteś jedyną osobą, Anastazjo, która patrzy na człowieka jak na syna Boga i najsilniejszą istotę
we Wszechświecie. Można z góry powiedzieć, że twojemu obrazowi człowieka będzie się przeciw-
stawiać wiele zgoła odmiennych obrazów, obrazów tych, którzy od tysiącleci mają na to Opracowane
sposoby.

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Już udało się stworzyć wiele obrazów słabych ludzi. Powstało wiele traktatów poniżających
człowieka. Przyczynia się też do tego światowa prasa, scenarzyści, reżyserzy. I jest ich coraz więcej.
Wygląda na to, że jesteś sama, Anastazjo, i jeszcze masz nadzieję. Na co ty liczysz? Na co, Anas-
tazjo?
- Na mój pierwotny obraz. I twój, Władimirze. Na pierwsze obrazy ludzi, którzy budują swoje
rodowe siedziby, na tych, którzy w przyszłości będą szli w stronę swego prawdziwego obrazu.
- Anastazjo, oni jeszcze mówią, że ty w ogóle nie istniejesz.
A o mnie mówią, że nie jestem tym, za kogo się podaję w książkach. Teraz rozumiem sposób, w
jaki starają się zatrzeć w ludziach informację płynącą z twojego obrazu. Częściowo im się to udaje.
Nawet pośród tych czytelników, którzy już budują swoje rodowe siedziby, są tacy, którzy mówią,
aby nie wspominać imienia Anastazji, nie mówić o książkach, nie nazywać domów siedzibami
rodowymi, ponieważ ktoś wmawia władzom, że te nazwy nie są dobre. Nawet proponuje się im różne
korzyści.
- A jak ty podchodzisz to takich propozycji, Władimirze?
- Mówiąc uczciwie, też tak pomyślałem. Jeśli te słowa kogoś drażnią, to może lepiej byłoby ich
wcale nie wypowiadać. No wiesz, żeby praca szybciej szła do przodu. Teraz już jest jasne, że praca
może i pójdzie szybciej, ale nie całkiem we właściwym kierunku. Teraz jest już jasne, że oni chcą,
aby słowa i zwroty: "Anastazja", "Dzwoniące Cedry Rosji", "rodowe siedziby" nie były wymawiane,
ponieważ wtedy powstają mocne obrazy i rodzi się informacja. Oni właśnie tego chcą ludzi pozbawić.
Dobrze to rozumiem?
- Dobrze, Władimirze. Za każdym słowem naprawdę stoi informacja i obraz. Bywa tak, iż za jed-
nym słowem stoi taki ogrom informacji, że i w setkach książek nie można tego opisać. Tyle znaczy
tylko jedno słowo.
- Zgadzam się, ale są słowa, które budzą w ludziach odmienne obrazy, na przykład "wojna".
Jedni myślą przy tym słowie o zwycięstwie, a inni o wojnie w celu dokonania podboju.
- Gdy wymawia się to słowo, to w wyobrażni natychmiast powstają obrazy bitew, prowadzonych
przez różne państwa znajdujące się w stanie wojny, obrazy broni i wiele innych. I nawet jeśli obrazy
te będą się nieco różnić albo będą bardzo podobne, to zawsze będzie to tylko jedno słowo: "wojna".
- A ,,rodowa siedziba"? Za tymi słowami też może stać wiele obrazów?
– Rodowa siedziba - to połączenie słów, za którymi stoją już najsilniejsze obrazy, zdolne do
umieszczenia człowieka w Boskich warunkach życia.
Zastanów się, Władimirze, pierwsze trzy litery tego połączenia słów przedstawiają sobą słowo
"RÓD", a ród to są ludzie wchodzący w życie jeden po drugim, a pierwszy z nich pochodził od Boga.
Każdy narodzony dzisiaj człowiek stoi na czele tego łańcucha. W jego mocy jest umieszczenie swego
rodu w takim lub innym miejscu do życia - w betonowej komórce lub we wspaniałej przestrzeni
rodowej siedziby. A być może zerwie ten łańcuszek. W jego mocy leży również decyzja, czy żywić
swój ród Boskim tworzeniem, czy też czymś, co nie daje Duszom energii.
- Co tu ma do rzeczy żywienie, skoro moi przodkowie od dawna nie żyją?
- Cząsteczki wszystkich przodków żyją w tobie, Władimirze. Z nich powstały twoje ciało i duch
twój.
- No tak, z nich... Ale to znaczy, że na każdego narodzonego człowieka spada kolosalna
odpowiedzialność za losy całego rodu.
40
- Tak, na każdego, każdy otrzymuje prawo decydowania o własnym losie i o losie całego rodu.
- Zgadzam się, otrzymujemy taką władzę, ale większość ludzi wcale nie myśli o rodzie, podobnie
jak ich przodkowie - oni też nie myśleli. Tak więc rozpadł się ród pochodzący od pierwszych źródeł,
od samego Boga Ojca, rozsypał się i teraz już nie istnieje?
- Rodowa siedziba, wniknij w to, Władimirze. Rodowa siedziba, dwa słowa. Jedno połączenie
wyrazowe. Gdy tylko zostaje ono wypowiedziane, człowiek - choć może nie do końca jest tego
świadomy w podświadomości już ukształtował swoje dążenie: "Ja zbiorę ród swój cały i umieszczę
tu".
Zbieracz swego rodu.
Człowiek, który założył swoją rodową siedzibę, może zebrać w niej Dusze ludzi ze swojego rodu,
a one będą mu wdzięczne za tak wspaniały uczynek. Jako anioły stróże będą strzec rodowej siedziby
i człowieka, który ją zbudował. Nic we Wszechświecie nie ginie, lecz przechodzi z jednego stanu w
inny. Kiedy człowiek umrze, a jego marne ciało od się ziemi, to z niego wyrosną drzewa, kwiaty,
trawa. Ciało przeszło z jednego stanu w następny. A co się stało z jego Duszą? W co przekształcił się
główny kompleks energetyczny - Dusza człowieka?
Tuż po śmierci ciała Dusza jest w tym samym miejscu, gdzie znajduje się ciało. W niektórych relI-
giach rozumieją to i nie przekazują ciała od razu do ziemi. Kiedy ciało ludzkie już się połączy z
ziemią, kiedy zostanie pochowane, Dusza unosi się nad tym grobem. Przez pewien czas krewni są
przy tym grobie. Dusza - pozbawiona ciała, a więc słuchu i wzroku - nie może ani słyszeć, ani
widzieć, ale może odczuwać, gdy krewni myślą albo mówią. Jeśli mówią o zmarłym dobrze, to i
Duszy jest błogo, jeśli źle, to i jej jest źle. Ludzie odchodzą z cmentarza. Dusza jeszcze przez jakiś
czas pozostąje nad świeżo usypaną ziemią, ale niczego już nie odczuwa, tylko pustkę.
Współcześni ludzie pochłonięci codzienną krzątaniną bardzo szybko zapominają o swoich
zmarłych. Często jest tak, że w ich mieszkaniach nic nie przypomina o krewnych, którzy opuścili ten
świat. Po roku, pięciu, dziesięciu latach już nikt ich w ogóle nie wspomina, a Dusze zmarłych po-
zostają w całkowitej pustce. Mówimy o tych, którzy odeszli niedawno, ale przecież mamy krewnych,
którzy zmarli sto, tysiąc, a nawet milion lat temu. Oni wszyscy pogrążyli się w całkowitym zapomnie-
niu.
Człowiek tworzący rodową siedzibę jest w stanie zgromadzić w niej cały swój ród. W tym celu
należy pomyśleć o swoich krewnych, wyobrażając ich sobie. Wtedy każda Dusza zadrży, odczuje to,
że ktoś o niej myśli, i podąży po promyku tej myśli ku jej źródłu, w jakimkolwiek zakątku
Wszechświata by się znajdowała.
Człowiek nie jest w stanie pamiętać wszystkich swoich przodków, nie może również nieustannie
o nich myśleć, ale może zasadzić lasek, nąjlepiej z drzew rodowych, które długo żyją, na przykład z
dębów, cedrów. Podczas sadzenia koniecznie powinien uwolnić swoją rodową myśl, mówiąc do
siebie: "Tworzę rodową siedzibę, w której niech się zbierają członkowie mojego rodu: ci z przeszłości
i ci, którzy będą żyć w przyszłości". Sadząc każde drzewko, należy wspominać imię kogoś, kto
odszedł nie tak dawno. Wyobrazić sobie każdego z nich, opisać dobrymi słowami. Człowiek nie może
co chwilę wspominać zmarłych, ale drzewa, otrzymawszy takie informacje, zachowają je w sobie na
zawsze. Dusze twoich krewnych odczują to i będą istnieć na terenie twojej rodowej siedziby w
drzewach, krzewach i kwiatach. Promienie schodzące z drzew są słabsze od tych schodzących z
ludzi, ale za to bardziej stałe. Dusze odczują to i wtedy Dusza twojego najbliższego krewnego,
którego wspomniałeś, przyjdzie do tego miejsca, a za nią podążą następne. Po dziewięciu latach
lasek podrośnie, a drzewa w nim będą niezwykłe, ponieważ posiądą kolosalną energię, dającą życio-
dajną moc. Żaden obcy nie będzie odczuwał tej błogodajnej mocy, tylko ten zbieracz rodu i jego na-
jbliżsi krewni.
Wyobraź sobie, Władimirze, jak niezwykła i dobra praca zostanie wykonana przez człowieka! On,
niczym sam Stwórca, od nowa zbiera swój rozsypany w czasie ród.
- Anastazjo, mówiłaś wcześniej, że Dusze są energetycznymi kompleksami, niektóre z nich po
śmierci się rozpadają na cząstki, oddając swoją energię różnym żyjątkom, roślinom i zwierzętom.
- Tak, mówiłam, Władimirze. Tak się zdarza, kiedy podczas życia na Ziemi Dusza - ów energety-
czny kompleks - jest w stanie dysharmonii z otoczeniem, do takiego stopnia, że stanowi niebez-
pieczeństwo dla ziemskich istnień. Całość energii zostaje zachowana w Duszy zmarłego, jeśli
41
dysharmonia nie osiągnie stopnia krytycznego. A w ziemskie ciało na nowo wcielają się w pierwszej
kolejności te, które były w większej harmonii. Niestety, jest ich coraz mniej we Wszechświecie i pro-
gram zmuszony jest wybierać te lepsze spośród złych.
- Jeśli wszystkie Dusze z mojego rodu rozproszyły się w drobnych cząsteczkach, to żadna nie
przybędzie do mojego lasku.
- Skoro ty, Władimirze, istniejesz, to łańcuch twojego rodu nie został przerwany.
- A co się dzieje, kiedy człowiek został pochowany w swojej rodowej przestrzeni?
- Jeśli ciało zostało pochowane w przestrzeni, którą człowiek sam stworzył, to Dusza nie odpływa
w kosmiczną ciemność, tylko zostaje w rodowej siedzibie, bo tam człowiek kiedyś sadził drzewa i
miał kontakt z ziemią. Dusza, choć nie widzi i nie słyszy, to może odczuwać ciepło bijące od roślin, od
ludzi. Potomkowie tego człowieka, którzy żyją w rodowym gnieździe, częściej będą go wspominać,
obcując z tym, co on kiedyś stworzył.
- Anastazjo, znam przypadek, kiedy do nowej rodowej siedziby moich dobrych znajomych przy-
jechała ich stara matka, miała wtedy osiemdziesiąt parę lat. Przyjechała w odwiedziny na kilka dni do
córki, żeby zobaczyć na własne oczy, co też ona z mężem wymyśliła.
Po kilku dniach pobytu u córki poprosiła o pozwolenie zostania tam na zawsze. Została, aby tam
żyć, długo siadywała na ławeczce, spacerowała po lasku, a pewnego dnia zwróciła się do córki i zię-
cia z prośbą:
"Kiedy umrę, nie chowajcie mnie na cmentarzu. Pochowajcie tu, w rodowej siedzibie" - i
wskazała miejsce, które wybrała. Po jej śmierci córka z zięciem spełnili prośbę. Co będzie z jej
Duszą, skoro ona nic nie posadziła, bo nie zdążyła?
- Dusza jej zostanie tam, nawet jeśli ona tylko siadywała na ławeczce. Ona sama wybrała
miejsce, gdzie ma być pochowana, myślała więc o tym przed śmiercią. Jej krewni będą przychodzić
na miejsce jej wiecznego spoczynku częściej niż chodziliby na cmentarz, częściej też będą ją
wspominać.
Nie wolno chować w rodowej siedzibie wbrew czyjejś woli, nawet jeśli ta osoba tam pracowała.
Jeśli to się zdarzy, należy poprosić zmarłego o wybaczenie. Stając przy jego grobie, należy w
myślach wytłumaczyć mu, dlaczego tak się stało, i poprosić o pomoc.
- No tak. Brzmi to ciekawie. Czy w przeszłości ludzie o tym wiedzieli, rozumieli to?
- Oczywiście, że wiedzieli. Nawet w nie tak dalekiej przeszłości wielu ludzi posiadało swoje
grobowce rodowe. A w jeszcze wcześniejszych czasach cmentarze w ogóle nie istniały. Zaczęto je
tworzyć dopiero wtedy, gdy pojawili się ludzie, którzy nie mieli własnej ziemi rodowej: rzemieślnicy w
miastach, służący, żołnierze najemni. Gdy umierali ludzie z tych grup, należało ich gdzieś pochować.
Początkowo wywożono ciała zmarłych i grzebano je w wykopach, w których grzebano też chore
zwierzęta. Dopiero później, w miarę rozrastania się miast, gdy zwiększała się liczba bogatych rodzin,
zaczęły powstawać cmentarze. Zamożni mieszkańcy kupowali nieduże działki ziemi i chowali tam
swoich zmarłych. Podobnie postępowali też ich sąsiedzi. Potem zaczęły się wyodrębniać cmentarze
dla elity, dla średnio zamożnych oraz dla ludzi prostych i biedoty.
- Dzisiaj jest tak samo. Żeby pochować zmarłego na cmentarzu zasłużonych, trzeba mieć nie
tylko znajomości, ale i solidne pieniądze.
***
Trzy słowa z ustawy Wszechświata.
- Anastazjo, czy znane są ci te trzy słowa z ustawy Wszechświata, o których wspominał Ciem-
nowłosy, słowa, które określają przeznaczenie każdego człowieka i całej ludzkości?
- Tak, znam te trzy słowa ustanawiające wspólne zadania dla ludzkości.
- Mogłabyś je wypowiedzieć teraz, dla mnie?
- Mogę.
- Powiedz, proszę.
Anastazja wstała i, starannie wymawiając każdą literę, wygłosiła:
- UDOSKONALAĆ ŚRODOWISKO ZAMIESZKANIA.
- To wszystko? - powiedziałem zdziwiony.
- Tak, wszystko.

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Do czego dązą ludzie? czy to adekwatne wnioski? d83dde0ad83dde09 to wszystko co zamiesciłem to jeden tekst d83dde0a

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Anastazja
Sztuczny świat.
"...Żyjemy nie w naturalnym świecie, tylko w świecie sztucznie urządzonym. Sami go stworzyliśmy i sami jak niewolnicy obsługujemy go i wiedziemy w nim nasze sztuczne życie. W podźwiadomość milionów ludzi zostały wpojone pojęcia dotyczące sztucznego świata.
Naukowcy i tak zwani inteligentni badacze nazwali nowoczesną medycynę, która ma dopiero około dwustu lat, konwencjonalną, a tę, która sięga setek tysięcy lat, określają jako tradycyjną, ludową, niekonwencjonalną. A prawdziwych,
znających się na ziołach znachorów zwą szarlatanami.
I co mamy?
Choroby, które nie dalej niż sto lat temu były z łatwością leczone, i to za darmo, ziołami z własnego ogródka, teraz zwalczane są drogimi tabletkami sprzedawanymi tylko na receptę. Uważam, że powinny być dwa kierunki w medycynie. Medycyny ludowej należy jako przedmiotu uczyć w szkole, a specjalistów w tej dziedzinie kształcić na uniwersytetach.
Ponad 80 procent schorzeń można by wyleczyć, korzystając z ich porad.
Zmniejszyłoby to obciążenie instytucji medycznych i tym samym podniosłoby jakość ich usług.
Ale aby do tego doszło, trzeba myśleć kategoriami Rozumu..."
***
"...Dzisiaj widzisz mnóstwo szpitali, aptek z lekarstwami na tysiące chorób. Zaledwie trzydzieści lat temu było ich mniej?
– Tak, oczywiście.
– A ile ich było przed stu, dwustu laty?
– Jeszcze o wiele, wiele mniej. Powszechnie wiadomo, że nowoczesna nauka medyczna liczy co najwyżej niewiele ponad dwieście lat.
– Ot, widzisz, twoja logika doprowadziła cię więc do następującego wniosku: szpitali w najbliższej przeszłości nie było wcale. Teraz pomyśl, przypomnij sobie: kto leczył ludzi, kiedy pojawiła się jakaś dolegliwość?
– Kto?
– Przecież mieszkałeś na wsi i widziałeś, jak twoja babcia poiła wywarami z ziół twojego ojca i matkę.
– W tamtej wsi nie tylko moja babcia mogła leczyć, były też inne.
– I w każdej osadzie można było spotkać ludzi, którzy stale zbierali i przechowywali uzdrawiające zioła. I każdy człowiek mógł bezzwłocznie uzyskać pomoc w razie wystąpienia jakiegoś lekkiego niedomagania czy też poważnej choroby. Zapłata za tę pomoc była niewielka, a częstokroć było nią tylko słowo "dziękuję".
– No tak, ale przecież oni wszyscy byli sąsiadami. A różnych ziół wokół było mnóstwo.
– Tak, wiele było pożytecznych ziół, a ludzie mnóstwo wiedzieli o ich właściwościach.
– Oczywiście, że wiedzieli. Ja też wiedziałem o niektórych, lecz teraz zapomniałem.
– Ot i widzisz, zapomniałeś i wielu ludzi zapomniało.
Dzisiaj, gdy na ciele pojawi się ranka, co człowiek uczyni?
– Pójdzie do apteki, kupi bandaż lub przylepiec bakteriobójczy i zaklei skaleczenie.
– Straci czas na to, aby dotrzeć do apteki, straci też pieniądze. W przeszłości wszyscy, nawet dziecko, wiedzieli: jeśli na rankę przyłożyć liść babki, to skaleczenie szybko się zagoi i nie będzie zakażenia.
– Ja też o tym wiem, lecz teraz w wielu miejscach trawa jest zanieczyszczona. Dookoła spaliny samochodowe, kurz, kwaśne deszcze.
– Tak, faktycznie. Lecz istotą jest coś innego. Mówimy o obrazie minionym, a wniosek możesz wysnuć ty: wiedza człowieka przeszłości w zakresie leczenia przewyższała wiedzę współczesnych ludzi.
– Wygląda na to, że tak.
– Słychać nutkę powątpiewania lub niepewności w twoim głosie, Władimirze. W takiej sytuacji przed twoimi oczyma obraz się nie pojawi. Musi być absolutna pewność. Lub absolutne nieprzyjmowanie tego.
Podążaj dalej w myślach za logiką.
– Zrozum, Anastazjo, cała logika mówi mi właśnie o tym, że człowiek przeszłości miał znacznie większą wiedzę w zakresie medycyny ludowej niż dzisiejsi ludzie. Nawet można powiedzieć: niewspółmiernie większą. Okazuje się, że pomoc medyczna dzięki tej wiedzy była znacznie doskonalsza od
współczesnej. Ale jakże trudno od razu sobie uświadomić, że wszystkie te nowoczesne szpitale, apteki instytucje naukowe są niepotrzebne. Nie do wiary, że tak wygląda sytuacja!
Człowiek cywilizacji epoki Wiedyzmu, nasz przodek, w razie niedomagania zjadał śdźbło ziela lub pił esencję – cierpienie ustępowało.
Człowiek naszej cywilizacji, kiedy zachoruje idzie do szpitala, płaci za konsultację u lekarza, ten przepisuje mu jakieś tabletki lub zastrzyki, człowiek znów płaci pieniądze za lekarstwa i to częstokroć duże. Przy tym mnóstwo jest przypadków, gdy lekarstwa okazują się podróbką. Urzędnicy z ministerstwa
mówią, że w aptekach sprzedaje się do trzydziestu procent podrabianych preparatów. Do tego pojawiają się różne nieuleczalne choroby, tak jakby ktoś specjalnie, niszczył doskonałą wiedzę, zastępując ją złudną lub mniej efektywną. A propos: oficjalna medycyna również teraz odnosi się do lekarzy ludowych z niepokojem, zapewne dlatego, że są dla niej konkurencją. Lecz dlaczego państwo, społeczeństwo nie
rozumieją, że przez wieki, tysiąclecia ludzkość skutecznie wracała do zdrowia dzięki medycynie ludowej, ponieważ zgromadziła w ciągu stuleci ogromne doświadczenie, trzeba je zatem rozwijać, studiować?
A przecież tę wiedzę można byłoby zdobywać w szkołach.
Ale wtedy cały biznes, którym zajmuje się nowoczesna medycyna, runie... Niewiarygodne! Anastazjo! To nieprawdopodobne! Zdaje się, że zaczynam rozumieć: nowoczesna medycyna zajmuje się nie tyle leczeniem ludzi ile najzwyklejszym biznesem. A skoro biznesem, to tym koncernom produkującym tabletki większą korzyść przyniesie, gdy ludzie będą chorowali. Im więcej chorych, tym większy dochód.
Zgodnie z prawami biznesu w takiej sytuacji liczba chorych nieustannie będzie wzrastać. To niemoralny układ. Zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że ochrona zdrowia w odległej przeszłości była znacznie bardziej racjonalna i skuteczna. Ot, tylko niektóre fakty historyczne przeszkadzają całkowicie się
w tym utwierdzić.
– Jakie fakty?
– No, na przykład, znane z historii wybuchy epidemii dżumy, ospy, trądu. W niektórych podręcznikach jest mowa o tym, jak wymierały całe osady. Było tak?
– Tak, było.
– Ale teraz dzięki współczesnej medycynie dżuma, cholera, ospa zostały pokonane. Na przykład przeciw ospie robi się wszystkim szczepienia i to wystarcza. Znaczy to, że ludowi uzdrowiciele przeszłości nie byli w stanie walczyć z tymi chorobami, a nowoczesna medycyna potrafi.
– To nie tak, Władimirze. Spójrz na tamte czasy i zestaw proste fakty. Wybuchy epidemii, o których mówisz, zaczęły się pojawiać wtedy, kiedy prześladowano ludowych uzdrowicieli. Wielu nawet stracono.
W wiekach okultyzmu stawali się oni niewygodni dla władzy. Uważano – zarówno wcześniej, jak i teraz – jakoby poganie oddawali cześć przyrodzie i byli ludźmi pozbawionymi duchowości. A to nie tak, poganie szanowali przyrodę jako dzieło Boga. I znali mnóstwo Boskich stworzeń, o których obecnie ludziom nie wiadomo.
– Dobrze, Anastazjo, więcej wątpliwości nie mam. Współczesnej nauce medycznej bardzo daleko
do ludowej medycyny. Jestem co do tego przekonany. Ale w jakim celu tak bardzo się starałaś, abym się w tym utwierdził?
– Nie tylko ty. Chciałam, ażeby również twoi czytelnicy, zestawiając fakty, byli w stanie zrozumieć.
– Ale w jakim celu?
– Kiedy jeden fakt bezsprzeczny się staje – wnioski z niego płynące pociągną za sobą kolejne. Wydawać się będą nieprawdopodobne, lecz nie dziw się im zbyt szybko, proszę, Władimirze.
– Jakie, na przykład nieprawdopodobne wnioski?
– Wpierw odpowiedz na pytanie. Powiedz, jak ludzie, jak większość ludzi uważa: skąd w starożytności ludzkość miała tak przeogromną wiedzę z zakresu przyrody?
– Jak to skąd? Jeżeli masz na myśli recepty medycyny ludowej, to one, jak powszechnie wiadomo, przekazywane były z pokolenia na pokolenie.
– Niech i tak będzie, przekazywano je w spadku. Ale musisz przyznać, że każda z tysiąca recept winna mieć swego pierwotnego autora.
– Logicznie rzecz biorąc, oczywiście, powinna mieć, lecz teraz autorstwo tych recept jest niemożliwe do ustalenia.
– Możliwe! Wszelką wiedzę wielkiego stworzenia Stwórca dał wszystkim ludziom bez wyjątku. Udowodnię to i tobie, Władimirze i wszystkim ludziom. Nie nazywaj od razu tego, co powiedziałam, nieprawdopodobnym.
– Spróbuję, a ty mów.
– Uważa się, że pierwotnie człowiek był znacznie głupszy, niż teraz. A to nie tak, Władimirze. Wie-
dza pierwszych ludzi była pierwotnie Boską wiedzą.
– A jakże to, pierwotnie, Anastazjo? Bóg różne recepty z ziołolecznictwa sam napisał? Historycy
twierdzą, że ludzkość przez wieki gromadziła swoją wiedzę.
– Lecz jeżeli do końca być logicznym, to z takiego twierdzenia winien wypływać inny wniosek.
– Jaki?
– Z tego wynika, jakoby człowiek nie był doskonałym stworzeniem Boga, lecz najbardziej ułomną ze wszystkich istot żyjących na Ziemi.
– Z czego to wynika?
– Osądź sam. Twój piesek wie, jakie ziółko czy śdźbło jakiej trawy ma zjeść, kiedy jakaś choroba się do niego przyczepi. Kot też to wie: biegnie do lasu, aby znaleść potrzebne ziółko. A przecież nikt im nie pisał recept. Pszczoła wie, jak z kwiatu zdobyć nektar. Jak plastry budować, przechowywać w nich
miód, zbierać pyłek. I jak potomstwo wychowywać.
Jeżeli z łańcuszka wiedzy, danej pszczelej rodzinie,
usunąć chociażby jedno ogniwo – rodzina ta zginie.
Ale pszczoły istnieją i dzisiaj. A to oznacza tylko jedno – wszelka wiedza została im dana przez Stwórcę pierwotnie, w momencie stworzenia. I dlatego pszczoły nie wyginęły, ale żyją już miliony lat i budują swoje unikalne plastry także obecnie, tak jak w pierwszym mgnieniu stworzenia.
I tak samo mrówki budują swoje kopce. I kwiatek z nastaniem świtu otwiera swoje płatki, jak pierwszego dnia stworzenia.
I jabłonka i wiśnia i grusza dokładnie wiedzą, jakiego soku ziemi potrzebują, ażeby wydać swoje owoce.
Wszelka wiedza została pierwotnie dana w chwili stworzenia, a człowiek nie jest tu wyjątkiem.
– Tak. .. Nieprawdopodobne. Cała logika rzeczywiście prowadzi do takiego wniosku. A to oznacza...
Poczekaj, a gdzie zatem ta wiedza jest teraz?
– Zachowana jest w każdym człowieku. A uzdrawiającą receptę na esencję każdy człowiek jest w stanie sobie skomponować z ziół samodzielnie.
– Ale jak?
– Wszak dana ona została człowiekowi przez Boga pierwotnie. Ona może wyleczyć ciało z mnóstwa chorób i przedłużyć życie. Jest prosta do granic możliwości i jednocześnie nie jest prosta. Swoim umysłem człowiek winien ją sobie uświadomić. Zacznę od prehistorii.
*
*
*
W cywilizacji epoki Wiedyzmu wszyscy ludzie żyli wiele ponad sto lat, a ich ciało nie znało żadnych chorób. Odżywiali się zgodnie z zaleceniami Boga. Nie na darmo, nie ot tak sobie, ale z sensem największym Stwórca uczynił tak, by zioła, warzywa i jagody i owoce dojrzewały nie wszystkie od razu, ale jedne po drugich, w ściśle określonej kolejności.
Jedne wczesną wiosną inne latem lub póśną jesienią. Czas ich dojrzewania określany był przez ten moment, w którym dany produkt mógł przysporzyć człowiekowi najwięcej korzyści zdrowotnych.
Człowiek mieszkający w swojej siedzibie, odżywiając się zgodnie z receptą Boga, nie mógł chorować. Czas przyjmowania i rodzaj pożywienia wyznaczył mu Bóg. Ilość jedzenia określał sam człowiek, lecz nie drogą rozumową, lecz po prostu jadł ile chciał. A jego organizm z dokładnością co do grama określał niezbędną ilość jedzenia.
Jesienią w każdej rodzinie robiono zapasy z jagód, roślin okopowych, ziół, orzechów i grzybów.
Zimą w każdej chacie na stole stał półmisek. Na półmisku niewielkie kupki z letnich zapasów. Każdy członek rodziny był zajęty swoimi sprawami, lecz jeżeli odczuwał głód czy pragnienie, to podchodził do stołu i bez zastanowienia brał niezbędny produkt. Zauważ, Władimirze, brał bez zastanowienia.
Jego organizm dokładnie wiedział, jaki produkt jest niezbędny i w jakiej ilości – zdolność ta została dana każdemu przez
Boga..."

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Anastazja
Sypialnia ziemianka "odpoczynek" dla Twojej Duszy
"...A jak znosi Anastazja srogą syberyjską zimę, kiedy mróz sięga 30 - 40 stopni Celsjusza, a ona nie ma ciepłych ubrań ani ogrzewanych pomieszczeń?
Na otwartych przestrzeniach temperatura jest około 10 stopni niższa, czyli w głębi tajgi jest cieplej.
Anastazja ma ziemianki w różnych miejscach tajgi.
Główna z nich, w której niejednokrotnie nocowałem, ma długość około 2,5 metra, a szerokość i głębokość 2 metry. Wejście do ziemianki jest wąskie, ma szerokość 60 centymetrów, a wysokość 1,5 metra. Jest zasłaniane cedrowymi gałęziami.
Ściany tajgowej sypialni oplecione są łoziną, w której szczeliny wetknięto pęki suchej trawy i kwiatów.
Podłogę wyścielono sianem.
Latem w takiej sypialni czuje się i śpi wręcz komfortowo; nie dochodzą tu żadne dźwięki, nie wspominając nawet o falach radiowych i promieniowaniu magnetycznym, na które jesteśmy narażeni w blokach.
Późną jesienią Anastazja wypełnia ją świeżym sianem i pogrąża się w długim śnie, podobnym do tzw. anabiozy.
Anabioza to stan, w którym wszystkie procesy w organizmie, włącznie z przemianą materii, są na tyle zahamowane, że nie widać oznak życia.
Naukowcy planują wykorzystać to zjawisko podczas długotrwałych lotów kosmicznych. Fascynuje ich to głównie ze względu na aspekt, iż w stanie anabiozy, czyli snu zimowego, znacznie spada zapotrzebowanie na tlen, a jedzenie w ogóle nie jest potrzebne. Już dowiedziono, że w tym stanie znacznie wzrasta odporność organizmu na choroby z zewnątrz.
Na przykład choroby zakaźne nie rozwijają się, nawet jeśli wprowadzi się je bezpośrednio, a wiele trucizn, w zwykłych warunkach śmiertelnych dla aktywnego organizmu, jest zupełnie nieszkodliwych w stanie anabiozy czy hibernacji. Udowodniono także, że uśpiony organizm poddany działaniu śmiertelnej dawki promieniowania radioaktywnego przetrwa, ponieważ przemiana materii jest bardzo spowolniona.
Po wybudzeniu wszystkie procesy życiowe przebiegają normalnie.
A jak to jest w przypadku człowieka? Kiedy rozumny człowiek zapada w śpiączkę, to co się dzieje z jego Duszą?
Naukowcy na ten temat nie mają żadnych hipotez.
Tego niezwykłego stanu anabiozy sam kiedyś oświadczyłem. Miało to miejsce głębokiej jesieni, podczas mego pobytu u Anastazji. Dzień w tym okresie jest bardzo krótki. Kiedy zaczął zapadać zmrok, Anastazja zaproponowała mi, żebym się położył i odpoczął. Zgodziłem się natychmiast.
Zmęczenie zgromadzone w czasie życia w mieście, do tego trudny marsz przez tajgę dawały się odczuć.
Ziemianka była wypełniona sianem bardziej niż zwykle, a ja rozebrałem się do bielizny, bo wiedziałem, że w sianie będzie mi wystarczająco ciepło. Pod głowę włożyłem kurtkę.
- Czas wstawać, Władimirze - obudziła mnie Anastazja, a ja poczułem, że masuje moją prawą dłoń.
Spojrzałem na wejście do ziemianki. Było słabo widoczne, czyli słońce jeszcze nie wstało.
- Dlaczego mam się budzić, jeśli poranek jeszcze nie nadszedł?
- Trzeci poranek już się zaczyna, odkąd zasnąłeś. Jeśli nie obudzisz się teraz, to twój sen potrwa kilka miesięcy, a może i lat. Twoja Dusza, będąc spokojna o twoje ciało, zechce odpocząć, pospacerować po innych galaktykach, i nikt jej nie zawróci, dopóki sama tego nie zechce.
- To znaczy, że jej nie było przy mnie, kiedy spałem!
- Była przy tobie, czekała, aż sen twój stanie się głębszy, i wtedy dopiero mogłaby odejść, ale ja cię obudziłam.
- A czemu twoja Dusza nie odchodzi, kiedy śpisz głębokim snem?
- Odchodzi, ale zawsze powraca na czas. Ja jej przecież nie męczę.
- No tak, to znaczy, że ja męczę moją Duszę?
- Każdy człowiek, który ma nałogi, złe pomysły, niewłaściwie się odżywia, przysparza cierpienia właśnie jej, swojej Duszy.
- Jakie znaczenie dla Duszy może mieć jedzenie! Czy ona też konsumuje to jedzenie, które człowiek zjada?
- Nie. Dusza nie odżywia się materialnym pożywieniem, ale widzieć, słyszeć i realizować siebie może tylko poprzez twoje ciało. Jeśli na przykład człowiek jest pijany albo jego ciało jest chore i bezradne, Dusza jest jakby zakuta w kajdany, nie może siebie realizować. Wtedy może jedynie współczuć i płakać nad bezradnym, katowanym szkodliwymi substancjami ciałem. Próbuje ogrzewać uszkodzony narząd, tracąc przy tym ogrom energii. Kiedy jej energia zostaje wyczerpana, Dusza zostaje pozbawiona sił i opuszcza ludzkie ciało. Ciało umiera.
- Wspaniale opowiadałaś o Duszy. Może to i prawda. Znane przysłowie mówi, że gdy człowiek umiera, to Bogu Duszę oddaje, a z twojego tłumaczenia wynika, że to Dusza opadła z sił. Ciekawe, czy moja ma jeszcze siłę?
- Jeśli wróciła, to znaczy, że ma. Postaraj się jednak, proszę, i nie męcz Jej.
- Postaram się. Ale czy w czasie snu człowieka jego Dusza nie odpoczywa?
- Dusza to energia. Żywy kompleks energetyczny, któremu odpoczynek nie jest potrzebny.
- Dokąd w takim razie odchodzi Dusza, kiedy śpimy? Co o tym myślisz, Anastazjo?
- Ona może przechodzić do innych wymiarów, latać wśród planet Wszechświata, a jeśli człowiek zechce, będzie zbierać dla niego informacje. Taki przykład: człowiek chce się dowiedzieć o czymś z przeszłości lub zajrzeć w przyszłość, wtedy prosi swoją Duszę przed zaśnięciem, aby zwiedziła ten
czas i to miejsce. Ona spełni prośbę. Jeśli człowiek śpi niespokojnym snem w miejscu niedoskonałym, to Dusza nigdzie nie odejdzie. Musi wtedy chronić jego ciało.
- Przed czym?
- Przed wszelkimi szkodliwymi wpływami. Śpisz w mieszkaniu, którego ściany oplecione są elektrycznymi przewodami, emanującymi szkodliwą dla zdrowia energię. Przez szyby przedostają się dźwięki sztucznego świata. Powietrze w mieszkaniu też nie jest najlepsze. Dusza nie może cię zostawić. W razie krytycznej sytuacji musi cię obudzić.
– Rozumiem. Ziemianka, w której spałem, jest bezsprzecznie lepsza od pokoju w najbardziej wyszukanych, nowoczesnych. hotelach czy mieszkaniach. To jakby komora ciśnieniowa: idealne powietrze, me ma szkodliwego promieniowania ani szumu. Dlatego śpi się w niej lepiej niż w mieszkaniu, sam tego doznałem.
Dlaczego jednak twojej Duszy nie niepokoi to, że nie zasłaniasz wejścia, kiedy twoje ciało zostaje w ziemiance samo? W przypadku niebezpieczeństwa, złodziei na przykład, nie będzie miał cię kto obudzić.
- Jeśli ktokolwiek spróbuje zbliżyć się do polany z jakimkolwiek zamiarem, w promieniu trzech kilometrów wszystko się nastroszy, cała przestrzeń. Zwierzęta, ptaki, rośliny zaczną wyrażać niepokój. Intruzów ogarnie lęk, a jeśli go pokonają i nie stracą orientacji, będą szli dalej, to przestrzeń za pośrednictwem zwierząt obudzi ciało i przywróci Duszę.
- Zimą też, kiedy wszystko śpi?
- Nie wszystko zimą śpi. A łatwiej obserwować, co się dzieje. Zwierzęta i ptaki zawsze przynoszą wesołe bądź smutne wiadomości.
Z tego można wiele wywnioskować. Współcześni ludzie nie mają możliwości dobrze się wyspać.
Są wprzęgnięci w kołowrót codziennej krzątaniny i trosk, a zasypiając, nadal o nich myślą. Oto, na co wydatkują energię swojej Duszy. Duszy, która zdolna jest w czasie snu poznawać inne światy i przynosić informacje o nich śpiącemu człowiekowi.
Czy można urządzać sypialnie tak, aby nie przenikały tam z zewnątrz obce dźwięki, żeby nie było przewodów elektrycznych, telefonów? Można! Ale jak poprawić jakość powietrza? ..."

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017
Konto usunięte
Konto usunięte: Jeśli nie obudzisz się teraz, to twój sen potrwa kilka miesięcy, a może i lat. Twoja Dusza, będąc spokojna o twoje ciało, zechce odpocząć, pospacerować po innych galaktykach, i nikt jej nie zawróci, dopóki sama tego nie zechce. - To znaczy, że jej nie było przy mnie, kiedy spałem! - Była przy tobie, czekała, aż sen twój stanie się głębszy, i wtedy dopiero mogłaby odejść, ale ja cię obudziłam. - A czemu twoja Dusza nie odchodzi, kiedy śpisz głębokim snem? - Odchodzi, ale zawsze powraca na czas. Ja jej przecież nie męczę. - No tak, to znaczy, że ja męczę moją Duszę? - Każdy człowiek, który ma nałogi, złe pomysły, niewłaściwie się odżywia, przysparza cierpienia właśnie jej, swojej Duszy. - Jakie znaczenie dla Duszy może mieć jedzenie! Czy ona też konsumuje to jedzenie, które człowiek zjada? - Nie. Dusza nie odżywia się materialnym pożywieniem, ale widzieć, słyszeć i realizować siebie może tylko poprzez twoje ciało. Jeśli na przykład człowiek jest pijany albo jego ciało jest chore i bezradne, Dusza jest jakby zakuta w kajdany, nie może siebie realizować. Wtedy może jedynie współczuć i płakać nad bezradnym, katowanym szkodliwymi substancjami ciałem. Próbuje ogrzewać uszkodzony narząd, tracąc przy tym ogrom energii. Kiedy jej energia zostaje wyczerpana, Dusza zostaje pozbawiona sił i opuszcza ludzkie ciało. Ciało umiera. - Wspaniale opowiadałaś o Duszy. Może to i prawda. Znane przysłowie mówi, że gdy człowiek umiera, to Bogu Duszę oddaje, a z twojego tłumaczenia wynika, że to Dusza opadła z sił. Ciekawe, czy moja ma jeszcze siłę? - Jeśli wróciła, to znaczy, że ma. Postaraj się jednak, proszę, i nie męcz Jej. - Postaram się. Ale czy w czasie snu człowieka jego Dusza nie odpoczywa? - Dusza to energia. Żywy kompleks energetyczny, któremu odpoczynek nie jest potrzebny. - Dokąd w takim razie odchodzi Dusza, kiedy śpimy? Co o tym myślisz, Anastazjo? - Ona może przechodzić do innych wymiarów, latać wśród planet Wszechświata, a jeśli człowiek zechce, będzie zbierać dla niego informacje. Taki przykład: człowiek chce się dowiedzieć o czymś z przeszłości lub zajrzeć w przyszłość, wtedy prosi swoją Duszę przed zaśnięciem, aby zwiedziła ten czas i to miejsce. Ona spełni prośbę. Jeśli człowiek śpi niespokojnym snem w miejscu niedoskonałym, to Dusza nigdzie nie odejdzie. Musi wtedy chronić jego ciało. - Przed czym? - Przed wszelkimi szkodliwymi wpływami. Śpisz w mieszkaniu, którego ściany oplecione są elektrycznymi przewodami, emanującymi szkodliwą dla zdrowia energię. Przez szyby przedostają się dźwięki sztucznego świata. Powietrze w mieszkaniu też nie jest najlepsze. Dusza nie może cię zostawić. W razie krytycznej sytuacji musi cię obudzić.

d83dde09d83dde0a
MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Trochę o duszy d83dde0a

GuzikZTego
GuzikZTego
  7 November 2017

ahahahaha o Cie uj ^^ co ty rozprawkę piszesz?! ;x książkę nam całą jakąś przepisujesz?łooo matko i córko xD Widzę się dobrze nakręciłeś hahahaahahahahahaha

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017
Konto usunięte
Konto usunięte: ahahahaha o Cie uj ^^ co ty rozprawkę piszesz?! ;x książkę nam całą jakąś przepisujesz?łooo matko i córko xD Widzę się dobrze nakręciłeś hahahaahahahahahahaoj tam oj tam MiloscBoga
MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017

Kto ma oczy, niechaj czyta, kto ma serce niechaj czuje d83dde0a

lce
lce
  7 November 2017

Ładna klepanka skopiowane z neta, czytał bym ale za dużo bajek w tym jest.

GuzikZTego
GuzikZTego
  7 November 2017
Ostatnio edytowany: 1 January 1970

A co do obrazu pierwotnego...no to takie jest już życie, że wiecznie naiwnością dziecka żyć się nie będzie.I zmienia się patrzenie na świat,zmienia się zachowanie,wszystko się zmienia d83dde12to nieuniknione.

MiloscBoga
MiloscBoga
  7 November 2017
Konto usunięte
Konto usunięte: czytał bym ale za dużo bajek w tym jest.

czasem warto choc na chwile stac sie dzieckiem d83dde0a ,,ci jak dzieci wejdą do krolestwa niebieskiego,, d83dde09
Dyskusja na ten temat została zakończona lub też od 30 dni nikt nie brał udziału w dyskusji w tym wątku.